Zamknij

Marzenia o Zachodzie: architektoniczny karnawał Ursynowa lat 90.

Wojciech Orładz 12:35, 01.03.2026 Aktualizacja: 12:59, 01.03.2026
2 Marzenia o Zachodzie: architektoniczny karnawał Ursynowa lat 90. Turkusy przy ul. Przy Bażantarni (JK)

Kiedy myślimy o zabudowie Ursynowa, przed oczami stają nam najczęściej szare, modernistyczne pasma bloków z wielkiej płyty. Ale dekada lat 90. przyniosła tej części Warszawy estetyczną i urbanizacyjną rewolucję, która do dziś budzi skrajne emocje – od nostalgicznego zachwytu po estetyczne przerażenie. Ponad 30 lat temu na horyzoncie pojawiły się „bulaje, wieżyczki i wszechobecne morze turkusu”.

Nowy porządek: Od gminy do dzielnicy

Przełom lat 80. i 90. to nie tylko zmiana ustrojowa, ale i administracyjna. Do 1994 roku Ursynów był częścią Mokotowa. Powstanie gminy Warszawa Ursynów i rządy burmistrza Stanisława Falińskiego (1994–2002) stały się paliwem dla gwałtownego rozwoju dzielnicy. Budżet dzielnicy wzrósł w tym czasie kilkukrotnie, co pozwoliło na inwestycje, o jakich wcześniej można było tylko marzyć.

Architektoniczne lata 90. na Ursynowie nie zaczęły się jednak z wybiciem zegara w noc sylwestrową 1989 roku. Jak zauważyła podczas 10. Seminarium Ursynowskiego zatytułowanego „Bulaje, wieżyczki i morze turkusu – ursynowskie lata 90. XX wieku” Julia Kunikowska, badaczka Ursynowa, wiele projektów, które kojarzymy z tą dekadą, powstało jeszcze w głowach architektów w latach 80., ale dopiero nowa rzeczywistość gospodarcza i wejście deweloperów pozwoliły na ich realizację.

Retrowersja – ucieczka od modernizmu w stronę historii

Jednym z najciekawszych zjawisk tego okresu jest retrowersja, opisywana obszernie przez Annę Cymer, autorkę książki „Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji”. To nurt, który wyrósł ze zmęczenia monotonnymi, "opresyjnymi" blokowiskami PRL-u. Architekci pragnęli wrócić do tego, co "nasze" – do cegły, drewna i historycznych układów przestrzennych.

Sztandarowym przykładem tego podejścia jest kościół Wniebowstąpienia Pańskiego, zaprojektowany przez Marka Budzyńskiego. Budowla ta, mimo że oddana do użytku w 1984 roku, idealnie wpisuje się w ducha lat 90. poprzez swoje "historyzujące dodatki" i ceglaną bryłę, która dla wielu mieszkańców wydawała się "stara od zawsze". Budzyński celowo skierował kościół tyłem do al. KEN, by stworzyć przed nim rynek – przestrzeń dla ludzi, nawiązującą do średniowiecznych układów miast.

Jak mówiła etnolożka:

Chodziło o to, żeby ta historia, projektowana i wymyślana już współcześnie, wybijała się jako charakterystyczny element, spajający poszatkowaną tkankę Ursynowa.

Pasteloza i kostka Bauma: luksusy i ekstrawagancje

Jeśli retrowersja była głosem rozsądku i tęsknoty za tradycją, to "pasteloza" była czystym, nieskrępowanym karnawałem wyobraźni. Symbolem tamtych czasów stała się kostka Bauma – betonowy zamiennik drogiego granitu, który wówczas uchodził za szczyt nowoczesności i postępu. Na ursynowskich osiedlach z lat 90. kostka ta występowała w dwóch "sztandarowych" wersjach: szarej i czerwonawej, która pod wpływem słońca szybko płowiała, zyskując wśród złośliwych miano "koloru majtkowego".

Uosobieniem tego estetycznego szaleństwa są budynki przy ul. Bażantarni, znane jako "Turkusy". Zadziwiają geometrycznymi elewacjami i jaskrawymi barwami. Choć z zewnątrz jawiły się jako luksusowe, wnętrza często bywały wyzwaniem – kawalerki o ostrych kątach i "przekoszonych" pokojach do dziś uchodzą za wyjątkowo nieustawne. Inni z kolei wspominają wygodę wiążącą się z mieszkaniem w „Turkusach” – każdy ma do dyspozycji windę, a niektóre mieszkania mają nawet ponad 120 metrów kwadratowych.

Amerykański sen za Smródką

Lata 90. to także czas, gdy Ursynów zaczął aspirować do miana tętniącego życiem centrum, odcinając się od łatki "betonowej sypialni". To wtedy pojawiły się pierwsze symbole zachodniego stylu życia. Mało kto pamięta, że to właśnie tutaj otwarto pierwszą w Polsce Ikeę. Dla ówczesnych klientów system samoobsługowy czy skandynawskie nazwy mebli były doświadczeniem niemal egzotycznym.

Kolejną ikoną było Multikino – pierwszy multipleks w Warszawie, otwarty pod koniec lat 90. z jego charakterystycznym różowym logo i niemal lustrzanymi fasadami, stało się sercem Ursynowa, oferując luksus w postaci 12 sal kinowych, popcornu i wspominanego z nostalgią minibarku. Dziś ten budynek, podobnie jak wrocławski Solpol, ikona lat 90., przeszedł do historii, ustępując miejsca nowej zabudowie deweloperskiej, która wyrośnie tam – ta Ursynowie – lada chwila.

Szkoły – place zabaw architektów

Niezwykle ciekawym elementem architektury lat 90. na Ursynowie są szkoły, takie jak ta przy ul. Kopcińskiego czy prywatny Primus na Kabatach. Dla architektów były one spełnieniem marzeń, obszarem, w którym mogli realizować najbardziej kolorowe wizje. Szkoła 343, im. Matki Teresy z Kalkuty, przy Kopcińskiego, oddana w 1993 roku, była nowoczesna nie tylko wizualnie, ale i funkcjonalnie – jako pierwsza powstała całkowicie bez barier architektonicznych.

Jej wejścia strzegły niegdyś charakterystyczne, kolorowe bramy, przez uczniów nazywane żartobliwie "szablami Andrzeja Leppera". Z kolei kabacka szkoła fundacji Primus, nazywana przez twórców "kampusem", oferowała standardy, które dla dzieci z bloków z wielkiej płyty były szokiem. Kunikowska wspominała wypowiedzi znajomych dzieci, które w zachwycie komentowały wnętrze szkoły: „Jak tu kolorowo! Oni mają sofy na korytarzu! Jak w filmie!".

Czy ta architektura się broni?

Nawet dziś, po upływie dwóch, trzech dekad, architektura lat 90. wciąż wywołuje burzliwe dyskusje. Dla jednych to symbol chaosu przestrzennego i estetycznej przaśności, dla innych – jak dla młodego pokolenia – obiekt nostalgii i ważny świadek transformacji ustrojowej.

Wielkie emocje wzbudza temat, który stał się znakiem rozpoznawczym tamtej dekady: osiedla grodzone. Choć z perspektywy urbanistycznej często krytykowane jako „getta”, dla wielu mieszkańców stały się synonimem upragnionego komfortu. Pan Tomasz, słuchacz Seminarium, który pół życia spędził w wielkiej płycie, a drugą połowę w zamkniętym bloku przy ul. Przy Bażantarni, postawił sprawę jasno: „nie zamieniłbym się, proszę Państwa, zdecydowanie”. W jego opinii otwarte osiedla z czasów PRL nie mają prawie żadnych zalet w starciu z bezpieczeństwem i spokojem, jakie oferuje nowsze budownictwo.

Współczesne dogęszczanie dzielnicy sprawia, że wiele z tych budynków znika pod nowe inwestycje. Czy powinniśmy je chronić? Na to pytanie każdy mieszkaniec Ursynowa musi odpowiedzieć sobie sam, chociażby spacerując pod turkusowymi balkonami. Jedno jest pewne: lata 90. na Ursynowie były czasem, który jak żaden inny zachęcał do robienia użytku z wyobraźni, nawet jeśli ta nie zawsze jest spójna z poprzednimi realizacjami na terenie dzielnicy.

(Wojciech Orładz)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

natolinnatolin

2 0

Jeśli grodzone osiedla są takie fajne i lepsze od wielkiej płyty, to swoje pieski też wyprowadzajcie na swoich ogrodzonych terenach, a nie spacerujcie z psami wśród zieleni osiedli z tej "złej" wielkiej płyty.

17:59, 01.03.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

imielinimielin

1 0

Grodzone osiedla zwykle są nieprzyjazne pieszym, sprzyjają za to wożeniu dupska blachosmrodem.

19:02, 01.03.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%