W jakim stanie jest obecnie Sara?
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Paweł Artyfikiewicz: Sara przebywa w tej chwili w domu tymczasowym pod opieką fundacji i czekamy na rozwój spraw postępowania administracyjnego i karnego. Jeśli chodzi o stan psychiczny, to na pewno jest to pies, po którym widać, że kontakt z człowiekiem był trudny i nie był odpowiedni. Sara boi się ogólnie ludzi. Dopiero zaczyna uczyć się prawidłowego kontaktu, co jeszcze trochę czasu zajmie. Na człowieka reaguje lękiem, momentami agresją, ale to przede wszystkim agresja lękowa, dystansująca – ona chce, żeby dać jej spokój. Zachowania właścicielki na pewno nie pomogły w kształtowaniu jej psychiki.

Pies ma bardzo duże guzy, które sięgają do ziemi, przez co obciera nimi o podłoże, a to samo w sobie sprawia jej dyskomfort. Pewnie wykonamy zabiegi w najbliższym czasie, niezależnie od trwającej zbiórki, żeby poprawić jej komfort życia. Guzy to zmiany rozrostowe, najprawdopodobniej wywodzące się z listwy mlecznej, które są wynikiem zaniedbań. Gdyby właścicielka na czas poszła do lekarza weterynarii, guzy byłyby wychwycone na wcześniejszym etapie i mogły być szybciej usunięte w całości. Tutaj nie ma gwarancji, że uda się to zrobić całkowicie, spodziewamy się raczej zabiegu oszczędzającego.
Jak wyglądało samo odebranie psa? Czy dotychczasowa właścicielka stawiała opór lub próbowała tłumaczyć swoje zachowanie?
Właścicielka na początku rozmowy była najbardziej zainteresowana tym, kto zgłosił ten przypadek. Najwięcej uwagi poświęcała temu, co zrobi z sąsiadką, która interweniowała – konkretnie powiedziała, że ją zabije. Psem w ogóle nie była zainteresowana. Kiedy poinformowaliśmy ją, że musimy zabezpieczyć Sarę, chciała nam ją po prostu wcisnąć i zatrzasnąć drzwi. Dopiero gdy przekonałem ją, że może chciałaby od nas dokument czy protokół przekazania, wywiązała się dalsza rozmowa i podpisaliśmy dokumenty.
Ta pani była oburzona sytuacją, że ktoś ją o coś posądza. W swojej ocenie nie widziała nic złego w swoim zachowaniu. Zwalała ten stan na lekarzy weterynarii, że źle prowadzili leczenie, i że to wszystko ich wina. Tłumaczyła też, że guzy powstały nagle, ale to nie jest możliwe. Nauka nie zna takich przypadków, to jest kwestia miesięcy. Jednocześnie stwierdziła, że ona i tak chciała Sarę uśpić.
Z relacji świadków wynika, że horror psa trwał od dłuższego czasu. Co było bezpośrednim zapalnikiem,który sprawił, że Fundacja Viva! wkroczyła do akcji?
Bezpośrednią przyczyną było zachowanie właścicielki dzień przed naszą interwencją, częściowo uwiecznione przez sąsiada. Lokatorzy wezwali policję, złożyli zawiadomienie i poszukali pomocy u nas. Informacja trafiła do fundacji późnym wieczorem, a następnego dnia z samego rana byliśmy na miejscu. Wiem, że sąsiedzi zgłaszali sprawę na policję już rok temu, jednak tamto postępowanie zostało umorzone z nieznanych nam przyczyn.

Jak z Waszej perspektywy wyglądała współpraca z ursynowskimi funkcjonariuszami przy tej sprawie? Czy reakcja służb była w waszym odczuciu wystarczająca?
Nie mogę ocenić reakcji policji, bo nie znamy jeszcze akt sprawy. Nie zaszkodziłoby pewnie, gdyby zabezpieczono Sarę dzień wcześniej. Jednak nazajutrz, podczas naszej interwencji, na miejscu działała już funkcjonariuszka, która zbierała zeznania, więc do samego trybu procesowego na tym etapie nie mamy zastrzeżeń.
A jak wygląda współpraca z ursynowską policją w szerszym kontekście? Czy zgłoszenia o krzywdzie zwierząt są tam traktowane poważnie?
Współpraca z ursynowską policją układa się bardzo różnie, ponieważ w policji, jak w każdej instytucji, kluczowy okazuje się czynnik ludzki. Bywały sytuacje, kiedy funkcjonariusze z Ursynowa reagowali wzorowo i natychmiastowo, ale zdarzały się też interwencje spóźnione lub takie, gdzie w ogóle nie podjęto odpowiednich działań. Jeśli jednak spojrzymy na szerszy kontekst ostatnich 10-15 lat, to sytuacja w policji generalnie bardzo się poprawiła. Świadomość mundurowych rośnie, choć wciąż wiele zależy od empatii i wiedzy konkretnego policjanta, który przyjmuje zgłoszenie.
W tej historii kluczową rolę odegrali sąsiedzi, którzy nagrali akty przemocy. Czy taka postawa to wciąż rzadkość? Czy ich reakcja nie była zbyt późna?
Wrażliwość społeczna w ostatnich latach bardzo wzrosła. Ludzie coraz częściej wyciągają telefony, nagrywają oprawców i zgłaszają to do fundacji, co pozwala namierzyć sprawców. Nie chcę oceniać, czy sąsiedzi Sary zareagowali za późno. Wiemy, że zgłaszali sprawę na policję już rok temu. System mógł wtedy zawieść. Teraz ich reakcja była wzorowa i tak powinien zachować się każdy.
Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem grozi do 5 lat więzienia. Jak te przepisy wyglądają w zderzeniu z polską rzeczywistością sądową? Czy sprawcy faktycznie trafiają za kratki?
Wyroki bezpośredniego pozbawienia wolności zapadają coraz częściej, ale dotyczy to głównie spraw, gdy sprawca jest recydywistą lub doszło do większego kalibru znęcania. Sądy wciąż wykazują bardzo liberalne podejście do sprawcy. Dużo zależy od sędziego, bo w niemal identycznych sprawach zapadają skrajnie różne wyroki, mimo podobnych warunków życiowych czy socjologicznych. Orzekane kary są zdecydowanie za niskie i nie spełniają roli prewencyjnej. Mieliśmy sytuację, gdzie sprawca znęcania nad koniem poprzez zaniedbanie trafił do więzienia, bo był wcześniej wielokrotnie karany za inne przestępstwa. W podobnej sytuacji dotyczącej psa, gdzie zaniedbanie było dużo bardziej rażące, ale osoba nie była wcześniej karana, skończyło się na grzywnie.
Ursynów jest postrzegany jako "zwierzolubna" dzielnica z dużymi przestrzeniami zielonymi, idealnymi dla właścicieli czworonogów. Czy z punktu widzenia statystyk interwencji Fundacji Viva! Ursynów faktycznie wyróżnia się na plus na tle innych rewirów stolicy? Czy jednak nie jest tak kolorowo?
Nasze statystyki pokazują, że ilość interwencji w Warszawie rozkłada się podobnie i Ursynów nie odstaje od reszty. To jednak duża dzielnica, dawna „sypialnia Warszawy”, więc dużych bloków jest tu mnóstwo. W ostatnich trzech latach mieliśmy na Ursynowie kilka poważniejszych zaniedbań. Jedno dotyczyło psa z bardzo dużymi, nieleczonymi guzami. Prowadzone jest postępowanie karne, a pan właściciel zniknął, ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i jest obecnie poszukiwany przez policję. Inny przypadek dotyczył trzymania psa w warunkach skrajnego niechlujstwa.

Czy jest jakaś historia z Ursynowa, która szczególnie zapadła Panu w pamięć?
To jest zawsze ciężkie pytanie, bo tych spraw było dosyć dużo. Natomiast taka sprawa, która szczególnie zapadła mi w pamięć, miała miejsce przy ulicy Zaruby. Pamiętam, że przez kilka lat trwał tam dramat nie tylko psa, ale i sąsiadów. Zwierzę było trzymane w warunkach skrajnego niechlujstwa, ponieważ właścicielka po prostu znosiła do mieszkania śmieci. Zbieraczka sama w tym żyła, sąsiedzi żyli w tym razem z nią, a w tym wszystkim tkwił jeszcze pies - tam naprawdę był ogromny problem. Ten problem chyba, z tego co wiem, przez sytuację życiową po prostu rozwiązał się sam. Natomiast, co było trochę paradoksalne, łatwiej nam było uratować psa niż pomóc ludziom, którzy też ewidentnie cierpieli z tego powodu. Na szczęście tego psa udało się stamtąd zabraći znaleźć mu nowy dom. Tam do finału sprawy karnej nie doszło. Została ona prawomocnie umorzona ze względu na sytuację życiową tej kobiety, ale psa de facto udało się uratować.
Duże ursynowskie blokowiska sprzyjają anonimowości. Czy łatwiej ukryć przemoc wobec zwierząt w wielkiej płycie, czy wręcz przeciwnie - ściany są na tyle cienkie, że sąsiedzi szybciej reagują?
Na pewno jest łatwiej w takim sensie, że zawsze łatwiej ukryć znęcanie w mieszkaniu, bo jednak są to zamknięte drzwi. Nie każde znęcanie przecież słychać i nie każde widać podczas wychodzenia na spacery. O tyle zawsze łatwiej ukryć to w mieszkaniu niż na posesji, gdzieś w okolicach podmiejskich czy wiejskich.
Z drugiej strony, plus mieszkania w wielkiej płycie jest też taki, że więcej ludzi wokół może coś wyłapać.
Przypadek Sary pokazał, że kluczowe w takich sprawach mogą być nagrania wideo. Jak mieszkańcy powinni dokumentować akty przemocy wobec zwierząt, aby stanowiły one twardy dowód w sądzie, a nie zostały odrzucone z przyczyn formalnych?
Podstawowa kwestia to jest to, że takie nagranie musi mieć autora, który jest znany i który może potwierdzić, że on to zdjęcie czy nagranie wykonał, oraz może powiedzieć kiedy i w jakich okolicznościach. Nie anonimowo, bo samo nagranie czy zdjęcie może nie wystarczyć jako dowód – zazwyczaj będzie wymagało jeszcze innych dowodów, żeby to było skuteczne. Natomiast warto pamiętać, że nagranie audio też może być dowodem.
Na materiale powinno być dokładnie widoczne, co się dzieje. Powinno dać się z niego ustalić, kto jest sprawcą. Dobrze by było, żeby na nagraniu była widoczna sylwetka, twarz czy choćby numery samochodu, którym sprawca przemocy się porusza. Materiał musi pozwalać na identyfikację.
Co ma zrobić mieszkaniec Ursynowa, który słyszy skomlenie psa za ścianą? Do kogo się wtedy zwrócić w pierwszej kolejności?
Przede wszystkim spróbować zorientować się, z czego wynikają te dźwięki. Czasami to lęk separacyjny psa zostawionego w domu, co nie jest przejawem znęcania się, tylko problemem do przepracowania z behawiorystą. Kontekst jest istotny. Jeśli jednak mamy pewność, że dochodzi do znęcania, sytuację zgłaszamy do służb. W przypadku podejrzenia przestępstwa pierwszym kontaktem jest zawsze policja. Straż miejska zajmuje się bardziej wykroczeniami. Przypadki zgłaszamy też do organizacji prozwierzęcych oraz do inspekcji weterynaryjnej, która sprawuje ustawowy nadzór. Sytuację możemy również zgłosić do urzędu dzielnicy, który ma kompetencje do weryfikacji takich zgłoszeń i wszczęcia postępowania w przedmiocie czasowego odebrania zwierzęcia.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Dziękuję za rozmowę.
Parkour i teqball nie podbiły Ursynowa
Na flowparku ciągle są jakieś dzieci a czasem też dorośli. Coś tam próbują, ćwiczą. Inwestycje nie uważam za chybioną. Co innego krzywy stół. Bardziej przydałby się tam po prostu drugi kosz. No i najważniejsze, infrastruktura do tenisa. Ścianki albo korty z twardą nawierzchnią. Tego bardzo brakuje.
Wniosek
11:01, 2026-06-07
Parkour i teqball nie podbiły Ursynowa
Bzdura, chodzę z dzieckiem regularnie na placyk do parkoura i zawsze jest tam gromadka dzieciaków. Jakie szczególne ślady użytkowania miałyby nosić odlane z betonu przeszkody? To już kolejny artykuł, w którym piszecie o tym miejscu bzdury.
Odyn
06:46, 2026-06-07
Parkour i teqball nie podbiły Ursynowa
Wieś_szawcy urzędnicy w pigułce, jprdl 🤣
Kulfon
05:40, 2026-06-07
Wypadek przy rondzie. Rowerzystka w szpitalu
Pod artykułami o wypadkach często pojawia się komentarz niejakiego DOMINIKA z prośbą, by osoby poszkodowane kontaktowały się telefonicznie z nim. Nie warto! Firma ta działa w odszkodowaniach, działa tylko na swoja korzyść, tak naprawdę pośrednicząc w niczym. Ale prowizje zgarnia sowitą. Wiem,bo mój znajomy niestety zapłacił za nic. Warto też komentarze takie zgłaszać do usunięcia - nie pomagajmy oszustom.
AntyDOMINIK
22:09, 2026-06-06
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz