Historia

Zamknij

Ursynowskie folwarki - precyzyjne, imponujące, zapomniane

Wojciech Orładz 11:19, 17.05.2026 Aktualizacja: 10:29, 17.05.2026
Skomentuj Ursynowskie folwarki - precyzyjne, imponujące, zapomniane Portret Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej jako Minerwy, autor nieznany, przed 1725 r. oraz dawna stajnia folwarku Moczydło, stan 2026 r. (fot. SK)

Co ma Ursynów do pańszczyzny? Kogo nazywano królową bez korony? Skąd wzięło się pogardliwe określenie „dworus”, które w lokalnej pamięci przetrwało aż do lat 80. XX wieku? Przez stulecia tereny dzisiejszego Ursynowa były precyzyjnie naoliwioną maszyną produkcyjną, stanowiącą zaplecze dla możnych w Służewie i Wilanowie.

Obecnie, w dobie coraz większego zainteresowania losami osób o chłopskich korzeniach, powoli zaczynamy dostrzegać, że dzieje Ursynowa to nie tylko biografie magnatów, ale przede wszystkim codzienna walka o byt tysięcy bezimiennych pracowników folwarków.

Od rycerskiej strażnicy do zbożowego imperium

Ewolucja ursynowskich majątków to proces bardzo długi. Już w średniowieczu w okolicach Warszawy istniały jednostki skupione wokół siedzib rycerskich, takie jak Mokotowo czy Służewo, które zapewniały zaplecze dla Jazdowa. Kluczową postacią był słynny rycerz Gotard.

W tym wczesnym okresie folwarki były jednostkami nastawionymi na samowystarczalność - miały wyżywić pana i jego bezpośrednią służbę. Prawdziwa rewolucja nastąpiła jednak w XV i XVI wieku, kiedy polskie zboże stało się „złotem” eksportowym Europy. To wtedy folwarki przekształciły się w prężne przedsiębiorstwa rolnicze nastawione na maksymalizację zysku.

Podczas gdy Mokotowo zapewniało Jazdowowi zaplecze czysto gospodarskie, strategicznie położone Służewo pełniło funkcję strażnicy chroniącej bezpieczeństwo tamtejszej rezydencji.

Rozwój handlu sprawił, że lokalne towary zaczęto spławiać Wisłą, a tradycja flisacka stała się kluczowym elementem łączącym mazowieckie pola z odległymi rynkami Europy Zachodniej. Ta transformacja w potężną „maszynę ekonomiczną” wymagała jednak stałej siły roboczej, co doprowadziło do umocnienia przywilejów szlacheckich i sukcesywnego ograniczania wolności osobistej mieszkańców wsi poprzez przypisanie ich do ziemi. Fundamentem tego układu stała się pańszczyzna, czyli obowiązek darmowej pracy na tzw. rezerwie pańskiej w zamian za użytkowanie nadziałów ziemi, której wymiar na przełomie XV i XVI wieku drastycznie wzrósł - od zaledwie kilku dni w roku do nawet kilku dni w tygodniu.

„Królowa bez korony” i nowoczesne zarządzanie

Choć to Jan III Sobieski zainicjował budowę potęgi Wilanowa, to prawdziwy rozkwit gospodarczy tereny dzisiejszego Ursynowa zawdzięczają pewnej niezwykłej kobiecie. Elżbieta Sieniawska, nazywana „królową bez korony”, przejęła dobra w 1720 roku i w ciągu zaledwie siedmiu lat stworzyła fundament pod przyszłą fortunę Potockich.

Sieniawska była prekursorką nowoczesnego zarządzania: wprowadziła system surowego nadzoru, wymagając od rządców cotygodniowych sprawozdań. Jej wizjonerstwo objawiło się w inwestycjach w tzw. holendernie - wydajne gospodarstwa mleczne, do których sprowadzano bydło z Holandii. Krowy w ursynowskich folwarkach, takich jak folwark Wolica, nie były anonimowe - w spisach inwentarza z początku XX wieku widnieją imiona takie jak Ramona czy Warta.

Za czasów Sieniawskiej produkcja zboża wzrosła kilkukrotnie, a majątki przeszły kapitalne remonty, co pozwoliło im przetrwać liczne kryzysy. Folwarki, takie jak ten w Moczydle, Służewie czy Wolicy były jeszcze bardziej wydajne, a ich rządcy mieli ręce pełne roboty.

Hierarchia: od rządcy do pastucha

Życie w folwarku było ustrukturyzowane w bardzo konkretny sposób. Na szczycie drabiny urzędniczej stali oficjaliści, czyli personel umysłowy. Najpotężniejszy z nich, rządca, zarabiał miesięcznie około 180 złotych w gotówce i naturze. Podlegali mu ekonomowie, buchalterzy oraz wyspecjalizowani pisarze: prowentowi, magazynowi, a nawet propinacyjni, nadzorujący obrót alkoholem. Niżej w hierarchii znajdował się personel dozorczy: karbowy, który nacięciami (karbami) na kiju ewidencjonował plony, oraz włodarz, pilnujący odrabiania pańszczyzny. Na samym dole piramidy byli robotnicy fizyczni: fornale (obsługujący konie), parobkowie oraz najbiedniejsi - pastuchowie.

Przepaść finansowa była ogromna: rządca zarabiał niemal kilka razy więcej niż pastuch, taki jak wspominany w materiałach archiwalnych Piotr Majewski musiał przeżyć za dniówkę w wysokości 2 złotych.

Co ciekawe, ursynowskie folwarki zatrudniały też wysoko opłacanych rzemieślników, jak mechaników, którzy w latach 30. XX wieku konserwowali nowoczesne młockarnie.

Czworaki i „dworusy”

Warunki bytowe pracowników folwarcznych były brutalne i sprzyjały społecznej izolacji. Zamieszkiwali oni w czworakach lub ośmiorakach - wielorodzinnych budynkach, które projektowano tak, by rodziny wzajemnie się kontrolowały, co miało zapewniać „nadzór nad moralnością”. Etnografowie opisywali te wnętrza jako „ciemne i wilgotne nory”, w których podłogi często układano z cegieł zamiast drewna, by ograniczyć gnieżdżenie się robactwa. Taka egzystencja rodziła głębokie podziały.

Gospodarze posiadający własną ziemię nazywali pracowników folwarcznych pogardliwym mianem „dworusów”. To określenie niosło ze sobą ładunek wstydu i wykluczenia, który przetrwał w pamięci mieszkańców Ursynowa zadziwiająco długo - relacje o unikaniu wspólnych zabaw przez dzieci „z wsi” i „z dworu” pojawiają się w wywiadach jeszcze z lat 80. XX wieku.

Badaczka Ursynowa, Julia Kunikowska, podczas wykładu o folwarkach w UCK „Alternatywy” wspomniała coś ciekawego:

Najstarsi moi rozmówcy, dziś prawie 90-letni, nadal używają tego słowa. A folwarków przecież już od kilku dekad nie ma.

Symbolem świata pracowników folwarków była tzw. chata turecka w Wolicy, dziewiętnastowieczny ośmiorak, wokół którego narosły legendy o mieszkających tam tureckich jeńcach Sobieskiego. W rzeczywistości był to po prostu duży budynek mieszkalny dla pracowników folwarku Wolica. Spłonął w 2011 roku.

Pamięć ukryta w ruinach Historia ursynowskich folwarków kończy się - niestety - w atmosferze zapomnienia. Po reformie rolnej w 1944 roku majątki przeszły w ręce państwa, stając się PGR-ami. Jeszcze w latach 90. mieszkańcy dawnych czworaków mierzyli się z brakiem bieżącej wody, podłączoną na „lewo” elektrycznością i widmem wyrzucenia z domu.

Takie same smutne wnioski nasuwają się, gdy odwiedzimy Moczydło. Śladu po folwarku - oprócz zamurowanej, niszczejącej stajni - nie ma. Brak upamiętnienia folwarków w przestrzeni publicznej wynikać może z traumy i wstydu związanego z biedą oraz trudnymi relacjami społecznymi. Jednak bez zrozumienia roli tych „maszyn ekonomicznych” i losów pracujących w nich ludzi, nasza wiedza o historii Ursynowa pozostanie niepełna.

(Wojciech Orładz)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%