Ursynowskie dyktando odbędzie się, ale w zmienionej formie! Z powodu koronawirusa zorganizowane wielbiciele językowych zagadek spotkają się w… internecie. A czego można się spodziewać po tekście, który przygotowuje prof. Jerzy Bralczyk?
Listopad to tradycyjnie na Ursynowie czas dla miłośników polszczyzny. Od kilkunastu lat mogą mierzyć się z językowymi pułapkami zastawionymi w tekście przez dwoje wybitnych polonistów: prof. Jerzego Bralczyka oraz doc. dr Grażynę Majkowską. W ubiegłym roku w hali Ursynowskiego Centrum Sportu i Rekreacji przy ul. Dereniowej przy pulpitach zasiadło 240 osób, konkurujących o miano mistrzów ortografii.
Pandemia zmienia wszystko, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Także tegoroczne, jubileuszowe ursynowskie dyktando. Dzielnica zdecydowała, że impreza odbędzie się, ale tylko online.
Nie trzeba się wcześniej zapisywać, wystarczy w niedzielę, 22 listopada o godz. 11:00 zasiąść przed komputerem i na Facebooku lub stronie internetowej urzędu dzielnicy oglądać transmisję z wydarzenia. Tekst najeżony trudnymi słowami dyktować będą zarówno prof. Bralczyk, jak i doc. dr Majkowska.
Taka forma sprawdzianu wyklucza współzawodnictwo, a zatem nie będzie wyboru najlepszych. Oznacza to, że nie poznamy w tym roku Mistrza Ortografii Ursynowa 2020. Zachowana zostanie jednak możliwość zadawania pytań ekspertom, którzy wytłumaczą również zasady pisowni trudnych słów użytych w dyktandzie.
Rok temu dyktando było “muzyczne”. Należało znać m.in. pisownię takich wyrażeń jak punk rock, jazz-rock, quasi-tango. A czego można spodziewać się 22 listopada? O to zapytaliśmy doc. dr Grażynę Majkowską, językonaznawcę z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Dyktando przygotowuje prof. Bralczyk, jak go znam będzie krótkie oraz trudne, i nie związane z pandemią. Tekst nie będzie miał charakteru staropolskiego, ani też bardzo współczesnego z wyrazami obcojęzycznymi. Podejrzewam, że może być pisownia łączna i rozdzielna, wielkie i małe litery oraz długie i skomplikowane zdania sprawdzające znajomość zasad interpunkcji. Tematu dyktanda jednak nie zdradzę. To jak zawsze będzie niespodzianka! - mówi doc. dr Majkowska.
W pierwszym Ursynowskim Dyktandzie zorganizowanym w 2005 roku wzięło udział tylko 30 osób. Zorganizowała je Barbara Mąkosa-Stępkowska, wykładowczyni uniwersytecka, była rzeczniczka ursynowskiego ratusza. To ona ściągnęła na Ursynów swoich kolegów z Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, m.in. prof. Jerzego Bralczyka.
Od 2012 roku Dyktando nosi imię Andrzeja "Ibisa" Wróblewskiego – dziennikarza, językoznawcy, publicysty, krytyka muzycznego, popularyzatora poprawnej polszczyzny, związanego również z naszą dzielnicą. Był on twórcą pierwszego w Polsce tygodnika lokalnego „Pasmo”, współtwórcą pierwszej w Polsce eksperymentalnej telewizji kablowej „Ursynat”, współtworzył też Ursynowsko-Natolińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.
TEKST, Z KTÓRYM MUSIELI SIĘ ZMIERZYĆ UCZESTNICY W 2019 ROKU:
„Niebłahy problem świeżo upieczonego dyrygenta ekscentryka
- Zgubiłem okulary, a niech to szlag! – Na wpół żywy z przerażenia i wpółprzytomny z niewyspania niespełna trzydziestoipółletni nowy dyrygent Synfonii Varsovii chodził podenerwowany wte i wewte (w tę i we w tę) przed gościnnym występem w Filharmonii Krakowskiej. Bezsprzecznie zna na pamięć pierwszy utwór: Canzonę na orkiestrę Tadeusza Bairda, niemalże potrafiłby ją zanucić, podobnie jak Koncert (koncert) B-dur Brahmsa czy Scherzo (scherzo) b-moll Chopina. Na bis, jeśliby był, orkiestra wykona Appassionatę Ludwiga van Beethovena. A co, gdy skonfundowany obecnością średnio życzliwych kolegów z rodzinnego Hażlacha za późno wskaże wejście helikonu czy fletni Pana? Zakłuł go niepokój. Dziennikarze „Ruchu Muzycznego” chcieliby w nim widzieć nowego Yehudiego Menuhina.
Gdzieżby śmiał się mierzyć z arcymistrzem, którego grę na skrzypcach podziwiał i Albert Einstein, i Jan Paweł II.
Ten nieprzeciętny muzyk otrzymał tytuł doktora honoris causa dwudziestu siedmiu uczelni na świecie. A on? Już z lekka znużony muzyką klasyczną, nie codziennie ćwiczy. Co prawda słucha także jazz-rocka, ba, nawet punk rocka, coś tam komponuje, ostatnio quasi-tango „Znad La Platy” na niemal nieznany bandoneon.
-To nie quasi-, ale pseudotango – skonstatował drwiąco-kpiącym tonem jego przyjaciel, solista post-punkowego zespołu Supertrio. Handryczyli się, czy raczej przekomarzali, smakując przed występem dania a’la carte: zupę krem z ciecierzycy i pokrzywy żegawki podawanej z gorącą ciabattą.
- Wyluzuj, masz charyzmę. Niedługo, jak bum-cyk-cyk, zaproszą cię do La Scali, a niechby i do moskiewskiego Teatru (teatru) Bolszoj.”
1 0
Powinno być: postpunkowy, bez łącznika.