Dzielnicowa zbiórka nakrętek na cele charytatywne nabiera rozpędu. W ciągu ostatnich kilku tygodni tylko do dwóch nowych pojemników mieszkańcy wrzucili kilkaset kilogramów zbędnego plastiku! Szał na pomaganie przez zbieranie trwa już w naszej dzielnicy od dobrych kilku lat.
Jedna nakrętka nie znaczy nic - tysiące można zamienić na konkretne pieniądze. Nie dziwi zatem, że zbieranie ich to jedna z popularnych form niesienia pomocy innym. W skupie cena za kilogram nakrętek to zaledwie około 70 groszy. Aby z ich sprzedaży sfinansować leczenie, rehabilitację czy kupić wózek inwalidzki trzeba zgromadzić tony. Wszyscy, którzy je zbierają wierzą, że prawdziwe jest przysłowie “Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”.
Pomysł zbiórki nakrętek na cele charytatywne w naszej dzielnicy rozpowszechnił ursynowski społecznik Maciej Mackiewicz. To on zainicjował trzy lata temu akcję pomocy Oli Kamińskiej, dziewczynce sparaliżowanej po wypadku.
- Dla nas to bardzo ważna pomoc. Dzięki zaangażowaniu Maćka udało się zebrać około 30 ton nakrętek i uzyskać z tego ponad 20 tysięcy złotych na rehabilitację Oli. To dla nas wiele znaczy, bo jedna godzina kosztuje sto złotych. Wszystkim za to bardzo dziękujemy - mówi Monika Kamińska, mama Oli.
Do wybuchu pandemii nakrętki można było przynosić na comiesięczne zbiórki krwi organizowane przy ratuszu przez “Krewki Ursynów”. Od wiosny jest to niemożliwe, “zbieracze” stracili też łatwy dostęp do pojemnika stojącego w urzędzie dzielnicy. Rosła przy tym lista osób, które chciały skorzystać z pieniędzy ze sprzedaży nakrętek.
Od kilku tygodni każdy, kto chce pomagać ludziom i środowisku ma teraz łatwiej. Na Zielonym Ursynowie nowy pojemnik na nakrętki stanął obok Dzielnicowego Ośrodka Kultury przy ul. Kajakowej. Było to możliwe dzięki "Inicjatywie Lokalnej", w ramach której mieszkańcy mogą realizować małe projekty.
- Nasze metalowe serce na nakrętki stoi od połowy października i od tamtej pory było już pięć razy opróżniane. Łącznie zebraliśmy dotąd ponad 300 kilogramów. To oczywiście zasługa mieszkańców, którzy przychodzą do nas całymi rodzinami, tłumaczą dzieciom sens zbiórki, ucząc pomagania innym - mówi Marzena Zientara, pomysłodawczyni akcji.
Nieco później, bo na początku listopada, zbiórkę ułatwiła też dzielnica. Przy wejściu do ratusza od strony parkingu postawiła duży kontener z metalowej siatki z hasłem “Odkręcamy Pomagamy”. Kilka dni później kosz był pełen.
- Jesteśmy mile zaskoczeni, że drugi punkt okazał się tak popularny. W pierwszym tygodniu było już sto kilogramów, a to oznacza, że ludzie bardzo się angażują w pomoc - mówi wiceburmistrz Jakub Berent.
Wszystkie ostatnio zebrane nakrętki trafiły do Klubu Honorowych Dawców Krwi “Krewki Ursynów”, który przekaże je na pomoc Oli Kamińskiej.
- Będziemy również pomagać innym, którzy się do nas zgłosili. Mamy listę kilku takich osób. Zachęcam gorąco do pomocy i zaręczam, że zysk z każdej wrzuconej nakrętki trafi na szczytny cel - mówi Maciej Mackiewicz z “Krewkiego Ursynowa”.
Ursynowskie nakrętki wspomogą też podopiecznych hospicjum onkologicznego przy ul. Pileckiego.
Przypomnijmy, jeden kilogram - około 500 nakrętek - w skupie to około 70 groszy. Po przetworzeniu robi się z nich granulat, wykorzystywany m.in do produkcji rur PCV, opakowań, doniczek oraz wieszaków na ubrania.

Co boli rowerzystów na Ursynowie?
Rowerzyści to największy rak tego miasta.
Bolek
15:17, 2026-05-02
Co boli rowerzystów na Ursynowie?
Ehh... Znów jakieś wymysły. Co mnie boli? Na pewno nie to, że "legalnie" nie mogę dojechać do Leclerca. Bolą mnie Azjaci na ciężkich elektrycznych motocyklach, którym ktoś doczepił pedały i nazwał "rowerami". Boli mnie, że prują na DDR-ach 50 na godzinę, mając gdzieś wszystko i wszystkich. Bolą mnie s marka cze na elektrycznych hulajkach, oscylujący pomiędzy ścieżkami i chodnikami. Boli mnie "kostka Downa", którą na szczęście już zdejmują, ale wciąż jest tego syfu mnóstwo, zarówno na ścieżkach jak i chodnikach. Bolą mnie złodzieje, przez których nie mogę kupić dzieciom i sobie porządnych rowerów, bo musiałbym do nich dokupić również całodobową ochronę. Boli mnie to, że przy stojakach rowerowych firmy "hulajkowe" domyślnie stawiają te swoje złomy. A tego, o czym tu pisze pan społecznik, to nawet nie zauważam.
Irfy
13:44, 2026-05-02
Co boli rowerzystów na Ursynowie?
Szkoda, że nie ma społeczników zajmujących się bezpieczeństwem pieszych na chodnikach - zarówno miejskich, jak i osiedlowych - a także bezpieczeństwem osób wysiadających z autobusu i tych, które chcą przejść przez przejście dla pieszych. Rowerzyści i użytkownicy hulajnóg często rozjeżdżają nas, nie zwracając na nic uwagi. Nie mamy jak przejść przez DDR - musimy stać na jezdni ,bo rowerzyści maja pierwszeństwo. Niech Pan społecznik uda się na skrzyżowanie Rosoła i Płaskowickiej przy STO i powie mi jak mam przejść wzdłuż Rosoła przez tą wysepkę. DBAJMY o PIESZYCH
Karot
12:38, 2026-05-02
Co boli rowerzystów na Ursynowie?
Czas tez pomyśleć o dwukierunkowych rowerostradach. Na DDR w Al. KeN robi sie ciasno.
Bike
12:21, 2026-05-02
0 0
szkoda ze tylko pod ratuszem stoi.
0 0
Przy domu kultury na Kajakowej tez jest!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz