Zacznijmy od pytania, które brzmi jak wstęp do dowcipu, choć wcale nim nie jest: Co dziś najbardziej boli rowerzystów na Ursynowie?
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Marcin Kulinicz: Ursynów jest nieźle rozwinięty pod tym względem, ale diabeł tkwi w szczegółach i w pogarszającym się stanie technicznym. To, co budowano 20-30 lat temu, dziś straszy. Mamy „wysoki” Ursynów z jego osiowymi ciągami i „zielony”, gdzie poza ścieżką wzdłuż Puławskiej panuje infrastrukturalna otchłań niemocy.
Najbardziej bolą nas drogi z kostki, które są już kompletnie zużyte, oraz asfalt, który pęka pod naporem korzeni. Remonty mają charakter „łaty na łacie”. Do tego dochodzi brak spójnego planu. Bez niego nie wiemy, czy w ogóle dojechaliśmy tam, dokąd chcieliśmy.
Mnie irytuje brak ciągłości. Wiele dróg nagle się urywa, brakuje przejazdów przez skrzyżowania, jak choćby przy Cynamonowej czy Dereniowej. Czy to nie sprawia, że wielu ludzi po prostu rezygnuje z roweru?
Te pasy rowerowe, o których Pan wspomina, są zaprojektowane dla bardzo wprawnych użytkowników. Sam pokonuję 8 tysięcy kilometrów rocznie, a mimo to przejazd zgodnie z przepisami przez Rondo Ireny Kwiatkowskiej (u zbiegu Płaskowickiej, Stryjeńskich i Dereniowej) jest dla mnie wyzwaniem.
Wielu ludzi wybiera jazdę niezgodnie z przepisami, bo tak jest bezpieczniej. Brakuje ciągów poprzecznych.
Między Dolinką Służewiecką a Ciszewskiego nie ma ani jednej drogi, która pozwalałaby bezpiecznie przeciąć Ursynów w poprzek!

Czy przy okazji remontów ulic dzielnica w ogóle pamięta o rowerzystach, czy to myślenie jest urzędnikom zupełnie obce?
Trudno czasem odróżnić inwestycje dzielnicowe od miejskich, ale brakuje dbałości o lokalny detal. Przykład? Przebudowa sygnalizacji na skrzyżowaniu Alei KEN i Ciszewskiego. Zostały tam przejazdy tylko po dwóch stronach. Efekt jest taki, że rowerem do E. Leclerca legalnie nie dojedziesz. Albo sygnalizacja na skrzyżowaniu Ciszewskiego i Rosoła - też zostawiono przejazdy tylko po dwóch stronach, a przy okazji zrobiono ją w taki sposób, że więcej osób, pieszych, rowerzystów i kierowców, jest skonfundowanych tym, jak to działa. Dlaczego tak zrobiono? Być może istnieje jakiś plan na rok 2027, ale nikt go nie komunikuje. Ludzie zostają z przekonaniem, że znowu ktoś nie pomyślał i zamiast ułatwić nam życie, postawił kolejne bariery.
Ma Pan wrażenie, że urzędnicy odpuścili sobie planowanie dróg rowerowych, czekając, aż społecznicy tacy jak Pan „załatwią” to przez Budżet Obywatelski?
To bywa frustrujące. Mam wrażenie, że moimi projektami próbuję załatwić pieniądze na inwestycje, które Zarząd Dróg Miejskich powinien wykonać z urzędu. A czasem można mieć wrażenie, że ZDM jeszcze staje oporem!
Trzeba przemyśleć ideę Budżetu Obywatelskiego - czy to mają być tylko kwiatki na poboczach, czy kluczowa infrastruktura? Minusem tych projektów jest to, że są makabrycznie drogie. Wyceny w budżecie partycypacyjnym są czasem cztery razy wyższe niż liczone wg stawek używanych przy wycenach robót budowlanych, co powoduje, że jeden projekt rowerowy potrafi „zjeść” całą pulę głosowania, dominując nad innymi potrzebami mieszkańców.

Trochę bolą sytuacje, w których projekt został zrealizowany, ale źle. Na przykład zjazd z ulicy Fosa w kierunku Potoku Służewieckiego. Albo połączenie parkingów wzdłuż Stryjeńskich między Belgradzką a Płaskowickiej. Zostało ono zrobione nawet dwustronnie, ale bez kawałka, który miał być włączony w park nad POW i bez połączenia ze ścieżką wzdłuż Płaskowickiej. Tam jest chyba 30 metrów bez ciągłości. Boję się, że ktoś powie, że trzeba czekać na koniec gwarancji inwestycji parkowej, a to jeszcze kilka lat.
Na przejazd przez parkingi przy Stryjeńskich między Belgradzką a Przy Bażantarni ludzie czekają już ponad trzy lata. Projekt, który powinien powstać w 2023 roku do dziś nie został zrealizowany. ZDM ciągle narzeka, że brakuje mu rąk do projektowania.
Stanę w ich obronie. To nie są ludzie, którzy się obijają. To kwestia szerszej polityki w mieście. Coraz więcej oczekiwań w stosunku do urzędników, żeby dopilnowali tu i tam, byli bardziej empatyczni, przyszli i własnym okiem obejrzeli teren. A zanim zleci się projektowanie, to najpierw trzeba dokładnie to obmyślić, a potem być w stałym kontakcie z wykonawcą. W mieście z bardzo wieloma procedurami i organami, które muszą brać udział w każdej decyzji, to skomplikowany i długi proces.
A zapał do zmian, który kiedyś dawało się wyczuć w ZDM i u pełnomocnika prezydenta ds. komunikacji rowerowej? Nie wydaje się Panu, że znacznie w ostatnich latach osłabł?
Powiedziałbym, że czas łatwych projektów po prostu minął. Tam, gdzie był szeroki pas drogowy i nie było dodatkowych instalacji, to szczęśliwie umożliwiało zrobienie inwestycji. Teraz miejsca, z którymi się mierzy ZDM, są dużo trudniejsze. Nawet przy wstępnym opracowywaniu moich projektów do Budżetu Obywatelskiego widzę, że na Ursynowie jest coraz mniej miejsc, gdzie można by w relatywnie łatwy sposób zbudować coś, co miałoby sens i istotnie poprawiło warunki ruchu. Jako brakujące, trudne, ale bardzo potrzebne, widzę ciągi rowerowe w poprzek Wysokiego Ursynowa.
Jeden z Pana projektów remontu ścieżki wzdłuż ul. Rosoła przy Wesołej został niedawno odrzucony, bo ścieżka zahacza o działkę przekazaną przez miasto w użytkowanie wieczyste...
To jest czysty absurd! Okazuje się, że fragmenty chodników i dróg rowerowych wzdłuż Rosoła czy Pileckiego leżą na gruntach wydzierżawionych komuś bądź prywatnych. Kostka tam lata luzem, miasto nie chce remontować „nie swojego”, a ja pytam: Jak to w ogóle kiedyś zbudowano?

A może nasze standardy są za wysokie? Internauci często mówią: wystarczy kubeł białej farby i pędzel, tak to działa w Europie. U nas każda ścieżka musi mieć krawężniki i drogie separatory.
Są dwie szkoły: Falenicka i Otwocka. Po stronie powiatu otwockiego są ścieżki rowerowe do niczego, które trzeba omijać, bo się człowiek zabije. W Józefowie i Otwocku próbowano wyznaczyć infrastrukturę głównie przez zmianę koloru płytek na chodnikach i stwierdzono, że to wystarczy, żeby uchodziło za ciąg pieszo-rowerowy. Nie wystarczy, nie ma to żadnych parametrów. Natomiast umożliwia przynajmniej legalnie jeżdżenie dzieciom, które nie czują się odważnie na jezdni. Po stronie falenickiej za to (oprócz ul. Bysławskiej) nie ma nic.
Ja miałbym wątpliwości, czy puścić swoje dzieci na ul. Karczunkowską, Romera, Surowieckiego czy Jastrzębowskiego - ulice bez infrastruktury.
Te ulice nie są przyjazne dla ruchu mieszanego – dla mniej wprawnych rowerzystów, dzieci, a teraz jeszcze elektrycznych jednośladów. Jestem zwolennikiem porządnej infrastruktury. Choć miejsca podatne na kubeł z farbą widzę ulice Stryjeńskich czy Bartóka - szersze niż potrzeba. Ale ofiarami takiej taktyki są właśnie Cynamonowa i Dereniowa. Zrobiono to, co łatwe, a tego trudnego, czyli przejazdów przez skrzyżowania, nie zrobiono.
Widzi Pan narastającą brawurę u rowerzystów? Kierowcy w sieci grzmią o wjeżdżaniu na przejazdy "na siłę", z rozpędu, "na pałę"...
Agresja nakręca się głównie w internecie. W rzeczywistości warszawscy kierowcy są dość uważni, choć zdarzają się tacy, którzy jadąc, uczestniczą w spotkaniach na Teamsach z laptopem na kolanach. Wśród rowerzystów też mamy „jeźdźców ciemności” ubranych na czarno, bez oświetlenia nocą.
Problemem są jednak przede wszystkim niejasne przepisy. Nawet ja, tłumacząc dziecku zasady przed egzaminem na kartę rowerową, czuję dyskomfort. Na wielu przejazdach interpretacja pierwszeństwa jest tak zagmatwana, że lepiej liczyć na zdrowy rozsądek niż na paragrafy.
Wspomnijmy jeszcze o popularnych influencerach i aktywistach, którzy biorą sprawy w swoje ręce - jak „Konfitura”, „Samochodoza” czy lokalny profil „Ursynowskie przejścia dla pieszych”. To realna walka o bezpieczeństwo czy szkodliwe nakręcanie emocji?
Ich działalność pokazuje, że nasza wrażliwość na łamanie przepisów rośnie. To, co 25 lat temu kwitowano wzruszeniem ramion jako „pech”, dziś budzi sprzymierzony sprzeciw. Jeśli dostawczak rozjeżdża kogoś na chodniku, to nie jest wypadek - to skutek ignorancji.
To, co robią aktywiści, to często zderzenie kulturowe. Do Warszawy przyjeżdżają ludzie z miejsc, gdzie jedynym bogiem jest samochód, bo nie ma żadnej innej komunikacji. Dla nich auto to przedłużenie własnego "ja" i wjazd wszędzie, gdzie fizycznie się zmieszczą, jest normą. Aktywiści uświadamiają, że pewne zachowania po prostu już nie uchodzą, nawet jeśli ktoś „tylko odwozi dziecko do przedszkola”.
::news{"type":"see-also","item":"37769"}
Starzejemy się jako społeczeństwo. Jak to wpłynie na to, jak będziemy się poruszać po Warszawie, po Ursynowie za dekadę lub dwie?
To będzie rewolucja. Jako seniorzy będziemy mniej zamożni i mniej sprawni. Samochód przestanie być wyznacznikiem statusu, bo wielu z nas nie będzie stać na jego utrzymanie lub po prostu nie będziemy mogli go prowadzić. Już teraz widać to w autobusach. Pasażerami w wielu miastach są głównie panie powyżej sześćdziesiątki. Starzejące się społeczeństwo to ogromna siła polityczna. Seniorzy będą wymagać bezpiecznych chodników i sprawnej komunikacji, a nie miejsc parkingowych pod każdym sklepem.
Jak mówi znana seniorka DJ Vika, starość jest naszą przyszłością i musimy zacząć projektować miasto i dzielnicę z myślą o tym, że nie zawsze będziemy mieli siłę wciskać gaz do dechy.
Czyli zamiast walczyć o parkingi, powinniśmy walczyć o bezpieczne chodniki?
Dokładnie. Bezpieczeństwo seniora na chodniku jest ważniejsze niż to, czy ktoś zaparkuje bezpośrednio u celu podróży. Mamy nogi, nie musimy wszędzie zabierać ze sobą półtorej tony żelastwa.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Dziękuję za rozmowę.
Chaos w spółdzielni na Ursynowie. Radny zabiera głos!
Pragnę zostać członkiem SIM imielni! Czy ktoś ma garaż do sprzedania? Zależy mi na czasie bo nie wiem kiedy to losowanie „szczęśliwców” do nowej inwestycji
Ogloszenie
22:04, 2026-05-29
Rusza Orange Warsaw Festival!
Ciężko chorzy pocjenci ze szpitala onkologicznego są bardzo wdzięczni *%#)!& który wydał pozwolenie na taką imprezę w tym miejscu.
Anonim
19:24, 2026-05-29
Gwiezdne wojny i pokemony! Dzień dziecka na Ursynowie
Dzieci bawiące się w cosplay rozumiem. Ale dorosłych? Podobno to ma być dzień dziecka...
Paulo
18:55, 2026-05-29
Chaos w spółdzielni na Ursynowie. Radny zabiera głos!
Największym nieszczęściem dla Dereniowej będzie teraz sytuacja gdy któryś z ex radnych zostanie prezesem wspólnoty - za pieniądze mieszkańców będzię realizowana zemsta.
Monika
16:59, 2026-05-29
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
29 3
Ehh... Znów jakieś wymysły. Co mnie boli? Na pewno nie to, że "legalnie" nie mogę dojechać do Leclerca. Bolą mnie Azjaci na ciężkich elektrycznych motocyklach, którym ktoś doczepił pedały i nazwał "rowerami". Boli mnie, że prują na DDR-ach 50 na godzinę, mając gdzieś wszystko i wszystkich. Bolą mnie s marka cze na elektrycznych hulajkach, oscylujący pomiędzy ścieżkami i chodnikami. Boli mnie "kostka Downa", którą na szczęście już zdejmują, ale wciąż jest tego syfu mnóstwo, zarówno na ścieżkach jak i chodnikach. Bolą mnie złodzieje, przez których nie mogę kupić dzieciom i sobie porządnych rowerów, bo musiałbym do nich dokupić również całodobową ochronę. Boli mnie to, że przy stojakach rowerowych firmy "hulajkowe" domyślnie stawiają te swoje złomy. A tego, o czym tu pisze pan społecznik, to nawet nie zauważam.
7 1
Dokładnie popieram słowo w słowo ....
7 0
Chciałbym dać medal za ten wpis, ale jak to zrobić? :-) 100 procent racji.❤️
8 0
Jeszcze łebki jeżdżące na elektrycznych motocyklach crossowych bez rejestracji, ale za to po ddr.
1 0
A już będąc drobiazgowym, to i do tego Leclerca da się całkowicie legalnie dojechać - może nie najkrótszą drogą, jak by chcieli niektórzy wygodniccy, ale od tego ma się rower, aby na nim wygodnie pokonywać mniejsze lub większe odległości.
0 0
A jaki to jest problem z legalnością poruszania się po mieście?
Pozostałe komentarze
8 10
Czas tez pomyśleć o dwukierunkowych rowerostradach. Na DDR w Al. KeN robi sie ciasno.
3 4
Przecież jest dwukierunkowa.
4 3
Ale zbyt wąska w stosunku do natężenia ruchu. Brak możliwości bezpiecznego wyprzedania np. jadącej dość wolno rodziny z dziećmi, gdy z naprzeciwka jadą kolejni rowerzyści.
10 0
To może trzeba dostosować prędkość do panujących warunków na drodze? A nie np. wjeżdżać na pasy pomiędzy pieszych by kogoś koniecznie wyprzedzić na ddr.
5 0
Jesli chodzi o dzieci to do 10 roku zycia nie powinny poruszac sie po scieżce rowerowej w świetle przepisow a że wiekszosc ma to gdzies to inna sprawa....
18 1
Szkoda, że nie ma społeczników zajmujących się bezpieczeństwem pieszych na chodnikach - zarówno miejskich, jak i osiedlowych - a także bezpieczeństwem osób wysiadających z autobusu i tych, które chcą przejść przez przejście dla pieszych. Rowerzyści i użytkownicy hulajnóg często rozjeżdżają nas, nie zwracając na nic uwagi. Nie mamy jak przejść przez DDR - musimy stać na jezdni ,bo rowerzyści maja pierwszeństwo. Niech Pan społecznik uda się na skrzyżowanie Rosoła i Płaskowickiej przy STO i powie mi jak mam przejść wzdłuż Rosoła przez tą wysepkę. DBAJMY o PIESZYCH
1 0
Poruszając się po drogach publicznych warto jednak być uważnym - czy to będąc kierowcą samochodu lub roweru, czy to będąc pieszym. Ile osób, w szczególności pieszych, zostało rozjechanych na wspomnianym skrzyżowaniu? W wielu przypadkach (choć, niestety, wciąż nie dość wielu) rowerzyści znają obowiązujące ich przepisy i znają swoje prawa. A na tym skrzyżowaniu organizator wymyślił, aby nie robić przejść dla pieszych przez DDR co z automatu oznacza właśnie nic innego, jak pierwszeństwo rowerzystów. Dlatego pretensje powinny być w pierwszej kolejności zgłaszane do zarządcy/projektanta drogi, nie do użytkowników rowerów. Jakoś na skrzyżowaniu Ciszewskiego/KEN od strony ZWM pomyślano, aby wyznaczyć jak najbardziej poprawne (z oznakowaniem poziomym i pionowym) przejścia dla pieszych na DDR i tam to pieszy ma pierwszeństwo - czyli można, jak się chce zrobić dobrze.
16 22
Rowerzyści to największy rak tego miasta.
14 4
Rowerowi anarchiści ignorujący przepisy to rak.
2 7
Piłeś, nie pisz.
16 8
Niczego innego jak manipulacji i kłamstw się po panu rowerowym aktywiszczu nie spodziewałem. Biedactwo skarży się na niejasne przepisy dla rowerzystów. Czy to przez nie rowerzyści jeżdżą na czerwonym świetle lub przejeżdżają po przejściach dla pieszych? Ale i tak hitem jest wybielanie rowerkowców jako sojuszników starszych osób wymagających komunikacji publicznej. W praktyce owi aktywiści są wrogami wszystkiego co samo jeździ, nie ważne czy to prywatny samochód czy autobus miejski. A starsze osoby to jedynie narzędzie akurat przydatne w narracji. Jedyne z czym się zgodzę to wizja dalszego rozkułaczania z prywatnych samochodów poprzez utrudnianie ich posiadaczom życia czy sztuczne podnoszenie kosztów. Z tym wyjątkiem, że słuchanie antysamochodowych obsesjonistów to nie remedium a właśnie przyczyna takiej sytuacji i scenariusza na przyszłość. Wystarczy ich po prostu pogonić precz.
2 7
Wsiądź, Robercie, czasem na rower to się przekonasz jakie są problemy - tak samo, jak zza kierownicy samochodu dostrzega się braki w infrastrukturze, tak samo dostrzega się je na siodełku roweru czy na siedzeniu w autobusie. A na rowerze dodatkowo dotlenisz umysł i poprawisz krążenie - wyjdzie tylko na zdrowie.
0 0
"..samochód przestanie być symbolem statusu, bo wielu z nas nie będzie stać na jego utrzymanie...." sam sobie zaprzeczasz, pdalarzu.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz