Niemcewicz zakupił zaniedbaną posiadłość zbudowaną na zlecenie Izabeli Czartoryskiej-Lubomirskiej w 1822 roku. Jako pierwszy Polak z amerykańskim obywatelstwem, początkowo chciał nazwać majątek Waszyngtonem lub Ameryką. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, notując w pamiętniku: „nazwisko wolnego kraju wzięte będzie za bunt przez carską Rosję”. Ostatecznie wybrał nazwę Ursynów, nawiązującą do jego rodowego przydomka oraz herbu Rawicz, przedstawiającego niedźwiedzia (łac. ursus, ursi – niedźwiedź).
Przed erą poety lokalny folwark słynął z nowoczesnej gospodarki - hodowano tu niezwykle cenne bydło rasy holenderskiej sprowadzane z Fryzji, którego właściciele „usilnie domagali się zwrotu” w przypadku kradzieży. Osobniki tej rasy były podobno bardzo mleczne, a z ich mleka wychodziły najlepsze, najsmaczniejsze wyroby.

Niemcewicz traktował Ursynów nie tylko jako rezydencję, ale jako swój życiowy projekt, w który zainwestował dwukrotnie więcej niż w sam zakup ziemi. Mimo światowej sławy, w swoim majątku prowadził życie niezwykle skromne i zdyscyplinowane, co budziło podziw odwiedzających go gości.
Dzień poety zaczynał się bardzo wcześnie, bo już o… 5:30 rano! Niemcewicz uwielbiał poranne przechadzki, na które dobrze się przygotowywał. Wkładał stary surdut, a na głowę – wielki, słomkowy kapelusz. Może dlatego, że jako człowiek już w dość dojrzałym wieku, nareszcie chciał zażyć spokojnego życia i zdjąć z siebie oficjalne „szaty”. Ale jego zajęcia nie kończyły się na przechadzkach. Poeta osobiście nadzorował prace na swoich 20 morgach ziemi, doglądając upraw grochu, cebuli, młodych ziemniaków czy białego maku, które później z sukcesem sprzedawał. Szczycił się swoją zaradnością, pisząc, że dzięki temu, że tak dużo napisał, teraz może cieszyć się spokojem. Można pozazdrościć…
Południe było czasem na „skromny obiad”. Niemcewicz szczególnie cenił sobie „posilny rosół”, który dobrze „pyrkał” w garnku. Po posiłku siadał przed dworkiem, palił fajkę i karmił gołębie, co sprawiało mu ogromną radość. Symbolem jego uroczej skądinąd zaradności stała się słynna „jedyna krowa”, z której - jak relacjonował Juliusz Słowacki - poeta miał dwa złote tygodniowego przychodu.

Majątek Niemcewicza, jak i inne w okolicy, były miejscem spotkań elit - poetów, hrabiów, głów państw. We wrześniu lat 20. XIX wieku gościł tu młody Juliusz Słowacki, który czytał gospodarzowi fragmenty dramatu "Mindowe". Niemcewicz, początkowo słuchający „bokiem”, słuchając kolejnych strof młodego twórcy, obrócił się do niego z wielką uwagą. Spotkanie skwitował słowami: „cieszę się, iż przed śmiercią widzę, że zostanie w Polsce poeta, co ma tak wielki talent”.
Nad drzwiami pałacyku widniał łaciński napis: „Syt bojów życia” (Satis proeliis vitae), co podkreślało charakter Ursynowa jako azylu na starość zasłużonego rodaka. Do dziś żywym świadkiem tamtych czasów jest rosnący przed rektoratem SGGW orzech czarny. Drzewo to, liczące ponad 200 lat i posadzone prawdopodobnie przez samego Niemcewicza około 1822 roku, stanowi symbol przyjaźni polsko-amerykańskiej, a także symbol tego, jak wielkie znaczenie, i to na międzynarodowej arenie, miał ten poeta, ale i historyk i poseł.

Po wyjeździe Niemcewicza w 1831 roku i konfiskacie majątku przez władze carskie, Ursynów przechodził przez ręce różnych rodzin, m.in. Krasińskich, którzy nadali tutejszym ogrodom tarasowym renesansowy, włoski charakter.

Największa przemiana ogrodów ursynowskich, która nadała im wyraźny renesansowy i włoski charakter, nastąpiła w połowie XIX wieku, kiedy to posiadłość znajdowała się w rękach rodziny Krasińskich. To właśnie za czasów Elizy Krasińskiej, w latach 50. i 60. XIX wieku, przeprowadzono gruntowną rewolucję krajobrazową, która przekształciła otoczenie pałacu w reprezentacyjne założenie ogrodowe. Wykorzystano naturalne ukształtowanie Skarpy Warszawskiej, tworząc wielokondygnacyjne założenie.
Ogród składał się z dwóch głównych poziomów tarasów, które zostały umocnione masywnymi, ceglanymi murami oporowymi. Poszczególne poziomy ogrodu łączył zespół ozdobnych schodów, po których do dziś można spacerować. Balustrady wieńczące tarasy były bogato dekorowane – ustawiano na nich wazy oraz drzewka oranżeryjne, co podkreślało śródziemnomorski styl rezydencji.
Jednym z najbardziej prestiżowych elementów projektu była panorama na Wilanów. Dzięki kaskadowemu ułożeniu ogrodu, rezydencja ursynowska otwierała się na dolinę Wisły i królewską siedzibę Jana III Sobieskiego, tworząc spójny wizualnie łańcuch posiadłości na skarpie. Choć niektóre obiekty, jak grota ze zdrojem, istniały już wcześniej, w tym okresie stanowiły integralną część romantyczno-renesansowego spaceru, łącząc „kulturę” (architekturę tarasów) z „naturą” (dziką skarpą).
Współcześnie, dzięki pracom konserwatorskim prowadzonym od 2014 roku, udało się częściowo odsłonić tę historyczną oś widokową, usuwając samosiejki i przywracając blask dawnym tarasom Krasińskich.
Na Ursynowie było inne Seminarium Ursynowskie, niż to, które regularnie odbywa się w UCK „Alternatywy”. W 1907 roku w majątku otwarto Seminarium Ludowe, kształcące nauczycieli. Powstało ono dzięki nowym przepisom po rewolucji 1905 roku, które pozwoliły na nauczanie w języku polskim.
Za inicjatywą stał mecenas Antoni Osłuchowski oraz Adam Krasiński, który bezinteresownie ofiarował pałac i grunt pod szkołę, pragnąc, by miejsce to służyło edukacji przyszłych pokoleń. Co ciekawe, fundusze na start zbierano także wśród Polonii w Chicago i Milwaukee.

Panował tam surowy rygor – uczniowie musieli przestrzegać ciszy, dbać o nieskazitelną czystość i obowiązkowo raz w tygodniu brać „kąpiel natryskową”.
Po II wojnie światowej teren przejęło SGGW, tworząc unikalny kompleks akademicki, który do dziś zachowuje historyczną oś widokową na Wilanów, o którą tak dbał „stary poeta”. Po II wojnie światowej, która oszczędziła zabudowania Ursynowa, kontynuowano tradycję edukacyjną, otwierając liceum ogrodnicze. Przełom nastąpił w 1949 roku, gdy zdecydowano o utworzeniu Centralnej Szkoły Państwowych Ośrodków Maszynowych. W latach 1949–1956 architekt Stefan Korkowski zaprojektował unikalny kompleks urbanistyczny, znany dziś jako Stary Kampus. Korkowski świadomie nawiązał do form rezydencjonalnych, chcąc, by słuchacze wywodzący się z terenów wiejskich mieli dostęp do estetyki wcześniej zarezerwowanej dla arystokracji.

Podczas ostatniego Seminarium Ursynowskiego „Rozkosz, słynna krowa i prezent z USA - życie w majątku Ursynów” wypowiedzieli się także absolwenci SGGW oraz osoby związane z kampusem. Podzieliły się niezwykle ciekawymi i żywymi wspomnieniami, które ukazują codzienne oblicze Ursynowa 2. połowy XX wieku, z dala od relacji z oficjalnych kronik.
Ich relacje budują obraz miejsca pełnego dyscypliny, ale i ogromnej studenckiej kreatywności. Na pytanie prowadzącej cykl, Julii Kunikowskiej, o standardy życia, odezwało się wiele osób. Jedna z nich, studiująca w latach 1965–1970, pani Olenderek, wspominała, że standardy życia na kampusie odbiegały od dzisiejszych wygód. W hotelu asystenckim (w którym dziś mieszczą się wydawnictwa) w pokojach znajdował się jedynie zlew z zimną wodą, a toalety były wspólne. Aby się umyć, mieszkańcy musieli biegać do ogólnodostępnych pryszniców zlokalizowanych w barakach studenckich, co zimą wymagało włożenia ciepłego kożucha na… gołe ciało.
Mieszkańcy starali się „ucywilizować” swoje skromne pokoje. Ciekawostką jest fakt, że studenci samodzielnie zbijali tapczaniki i podwyższali je na cegłach, aby wyglądały bardziej elegancko. Panowała tam niezwykła atmosfera wspólnoty – drzwi do pokojów rzadko zamykano na klucz, a pojawienie się pierwszego telewizora stało się okazją do integracji.

Spacerując dziś po odnowionych ogrodach, w których przechadzali się nauczyciele Seminarium Ludowego, a także i sam Niemcewicz, łatwo poczuć aurę wiejskiego spokoju, o której marzył stary poeta. Ursynów od zawsze miał być przystanią i azylem. Dziś, gdy studenci spieszą na wykłady, a mieszkańcy szukają cienia pod koroną historycznego orzecha, majątek Niemcewicza wciąż spełnia tę obietnicę o spokoju i wytchnieniu. Pozostaje jednym z najbardziej uroczych, zielonych zakątków okolicy, a może i całej Warszawy.
Ferment w spółdzielni Imielin. Samowzwańczy członkowie?
Ci dwaj od dawna mącą na Imielinie
JR
07:06, 2026-05-01
Płonął pustostan na Orszady!
ZDROWE JEDZONKO = ZDROWE POMYSŁY W GŁOWIE.
NAUKA CENNA
06:53, 2026-05-01
Płonął pustostan na Orszady!
MOŻE POROBIĘ DUŻO SZTUCZEK Z PIŁKAMI I INNE A W NAGRODĘ SPERMĘ ŁADNYCH CHŁOPAKÓW NA TACY DOSTANĘ DO ZJADANIA I W TYŁKI ICH BZYKNĘ I DZIEWCZYNY POWYSYSAM.
CYRKOWIEC KUGAR
06:50, 2026-05-01
Płonął pustostan na Orszady!
PRZYPOMINAM ŻE NIE JESTEM GEJEM ALE ŁADNYCH GEJÓW ZDECYDOWANIE LUBIĘ TAK SAMO JAK DZIEWCZYNY ALE WYDEPILOWAĆ SIĘ MUSZĄ BO JAK NIE TO BUTAPRENEM ICH WYDEPILUJĘ.
SZARY KUGAR
06:46, 2026-05-01
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz