Zamknij

Dodaj komentarz

Polski Indiana Jones z Imielina. Kupił wyspę w Afryce za skrzynkę dżinu

Sławek Kińczyk Sławek Kińczyk 12:41, 25.01.2026 Aktualizacja: 12:43, 25.01.2026
2 Polski Indiana Jones z Imielina. Kupił wyspę w Afryce za skrzynkę dżinu Pomnik Stefana Szolca-Rogozińskiego w Kaliszu, jego mieście rodzinnym (SK)

Ulica Stefana Szolc-Rogozińskiego to dla wielu tylko adres osiedla z wielkiej płyty. Tymczasem jej patron to jedna z najbardziej barwnych i tragicznych postaci XIX wieku. Podróżnik, który w wieku 20 lat rzucił wyzwanie imperiom kolonialnym, kupując kawałek Afryki za... bele materiału i naczynia. A do tego wszystkiego, tabliczki z jego nazwiskiem zawierają błąd językowy, o który od lat toczą się spory.

Gdyby żył dzisiaj, byłby gwiazdą Instagrama i YouTube'a! W XIX wieku musiał zadowolić się protekcją Bolesława Prusa i Henryka Sienkiewicza. Stefan Szolc-Rogoziński to postać, która kompletnie nie pasuje do szarej rzeczywistości PRL-owskiego blokowiska, a jednak to właśnie tu, na Ursynowie, ma swoją ulicę.

Stefan urodził się w 1861 roku w Kaliszu, w rodzinie bogatego przemysłowca. Miał przejąć rodzinne interesy, ale w głowie szumiało mu morze, a nie stukot maszyn fabrycznych. Wbrew woli ojca wstąpił do marynarki i szybko zrozumiał, że jego misją jest coś więcej niż służba.

Jest rok 1882. Polska nie istnieje na mapie, rozgrabiona przez zaborców. Tymczasem 21-letni Stefan kupuje we Francji zdezelowany statek o wdzięcznej nazwie "Łucja-Małgorzata". Jego cel jest szalony: chce popłynąć do Afryki i znaleźć miejsce, gdzie Polacy mogliby czuć się wolni.

"Nowa Polska" za skrzynkę dżinu

Niektórzy historycy twierdzą, że marzyła mu się polska kolonia, inni - że po prostu baza naukowa. Faktem jest, że Rogoziński dopiął swego. Dotarł do wybrzeży dzisiejszego Kamerunu.

W internecie można znaleźć fascynujące opisy jego negocjacji z lokalnymi władcami. Jak podają źródła historyczne, Rogoziński kupił wyspę Mondoleh w zatoce Ambas za... „10 sztuk materii, 6 fuzji (strzelb), 3 skrzynki dżinu, 4 kufry, 1 tużurek czarny, 1 cylinder, 3 kapelusze i tuzin czapek czerwonych”. Tak powstała stacja badawcza, nad którą (nieoficjalnie) powiewała polska flaga.

Rogoziński po powrocie do kraju stał się sensacją. Wygłaszał odczyty w Warszawie, na które waliły tłumy. Był "celebrytą" tamtych czasów. Przyjaźnił się z Bolesławem Prusem, który gorąco wspierał jego wyprawy na łamach prasy. Niestety, polityka upomniała się o jego marzenia - terenami zainteresowali się Niemcy i Brytyjczycy. Polak bez państwa nie miał szans w starciu z mocarstwami. Polak wspierał Brytyjczyków, uniemożliwiając Niemcom podbój Kamerunu. Ponoć sam Bismarck był na Rogozińskiego wściekły za blokowanie rozwoju kolonialnego.

Życiorys patrona z Imielina ma smutny finał. Człowiek, który przeżył malarię i tropikalne burze, zginął w cywilizowanym świecie. W 1896 roku w Paryżu, mając zaledwie 35 lat, wpadł pod koła konnego omnibusu (ówczesnego autobusu). Zginął na miejscu.

Błąd na tabliczce. Szolc czy Szolca?

A na Ursynowie nasz bohater znalazł się po raz pierwszy w projekcie osiedla Imielin oraz Na Skraju z 1977 roku. Uliczka oznaczona jest na nim jako ciąg-pieszo jezdny. Skąd się wziął u nas? W całej okolicy znajdują się uliczki znanych podróżników. Na osiedlach wzdłuż Cynamonowej mamy więc ulice Magellana, Teligi czy Benedykta Polaka.

Na koniec ciekawostka, o której swego czasu pisaliśmy na Haloursynow.pl. Spójrzcie uważnie na tabliczki z nazwą ulicy. Widnieje na nich napis: "Ulica Stefana Szolc-Rogozińskiego". Wygląda zwyczajnie? Językoznawcy łapią się za głowy!

Zasady języka polskiego są nieubłagane: nazwiska dwuczłonowe, poza tymi herbowymi lub zawołaniem rodowym, się odmieniają. Skoro mamy ulicę (kogo?) Rogozińskiego, to powinniśmy mieć też ulicę (kogo?) Szolca. Forma "Szolc" jest mianownikiem, więc nazwa ulicy brzmi tak, jakbyśmy powiedzieli "Ulica Jana Kowalski" zamiast "Kowalskiego".

Dlaczego więc na Ursynowie wisi błąd? Bo taką nazwę oficjalnie uchwalili radni, a 2018 roku podtrzymano tę decyzję, bo wymiana tavliczek byłaby zbyt kosztowna.

Wprawdzie Ursynów jest dzielnicą mlekiem i miodem płynącą, ale znajdziemy kilka bardziej znaczących problemów niż zmiana nazwy z Szolc-Rogozińskiego na Szolca-Rogozińskiego. Nawet jeśli jest ona uznawana przez niektórych językoznawców za bardziej poprawną

- mówił burmistrz Robert Kempa podczas sesji rady dzielnicy, która opiniowała zmianę proponowaną przez komisję nazewnictwa miejskiego.

Tabliczki są więc zgodne z prawem, ale na bakier z gramatyką. To paradoks - wielki podróżnik ma ulicę z błędem, którego pewnie sam Bolesław Prus - jego przyjaciel - by nie darował!

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

kolkakolka

2 0

Dla Burmistrza błędy językowe są bez znaczenia?

13:59, 25.01.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Bombardier z UrsynowBombardier z Ursynow

0 1

Rekadkor podobny do Morawieckiego

15:27, 25.01.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%