Czytelnicy chcą wiedzieć: kim jesteś?
Jestem Artur. Urodziłem się w Polsce, aczkolwiek moją cechą charakterystyczną jest to, że do końca Polakiem nie jestem, bo tylko w połowie. Z pochodzenia jestem Meksykaninem, po tatusiu. Jak miałem pół roku moi rodzice przeprowadzili się na Ursynów, więc ja de facto całe życie spędziłem tu. Oprócz tego jestem też całkiem fajnym kolegą, śmiesznym typkiem, no i okazjonalnie raperem.
A jak na Ciebie wołają?
Ja jako ja mam ksywę Aztek - wynika ona trochę z tego, że właśnie jestem w połowie Meksykaninem.
Czujesz się związany z Meksykiem?
Zawsze mam jakieś azteckie motywy ze sobą, np. mój tatuaż na ramieniu. Od zawsze czuję powiązanie z kulturą meksykańską i zawsze też mnie jako niego postrzegali - sorry, raczej nikt na ulicy nie powie o mnie, o tak, ten typ na 100% jest Polakiem, a i nigdy tak zresztą nie było.
Jak się z tym czujesz?
Po części jest to siłą i zaletą, a z drugiej strony potrafi być też… wiesz, ludzie kierują się uprzedzeniami. Ja od dziecka trochę się czułem „inny”, więc gdzieś ta inność i odmienność mnie ukształtowały, stały się moją de facto tarczą. Lubię po prostu w tym wszystkim być inny, czuć się sobą.
A gdzie pracujesz?
Najlepiej będzie określić to jako resource management (red. zarządzanie zasobami ludzkimi).
Czyli za dnia pod krawatem, a wieczorami…
Na szczęście nie pod krawatem, bo gdyby tak było, to bym chyba umarł tam. Ale tak, za dnia poważnie, a o godzinie 17:01 odpalam wrotki!
Jak zaczęła się Twoja przygoda z rapem?
Zawsze słyszałem, że mam ładny głos, dobrą dykcję i że ładnie nawijam. Zaczynałem od freestylowania ze sto lat temu. Lubiłem z ludźmi freestylować, rywalizować w ten sposób.
Słyszałam, że tworzysz duet.
Tak, z moim serdecznym kolegą, Szymonem Sitkiem zwanym Situ, tworzymy skład, który nazywa się Black Warsaw, czyli BLKK WWA - tak jest po prostu zapisywane, żeby było bardziej cool.
Situ jest moim najlepszym przyjacielem, jeszcze z czasów liceum - chodziliśmy razem do liceum Królowej Jadwigi na Mokotowie. Gdzieś tam na samym początku nie pałaliśmy do siebie wielką sympatią, natomiast przez naszego wspólnego znajomego z tamtych czasów, okazało się, że mamy wspólne zainteresowania muzyczne, a to z reguły bardzo łączy ludzi. Jak wiesz, że ktoś słucha muzyki tak samo dobrej jak Ty, to raczej jakoś już idzie z górki i tak ta przyjaźń trwa u nas już, cholera, 14 lat. No i oby tak dalej. Zaczęliśmy pisać, ja wiem, parę lat temu. Jako taka zwykła zajawka, głupota, że po prostu sobie coś napiszemy, pobawimy się tym.
Tworzycie zgrany duet?
Tak. Dla Sita zarówno muzyka, jak i tekst są ważne. Mój kumpel, artysta w zupełnie inny sposób widzi różne tematy - on skupia się na bardziej poważnej, skomplikowanej tematyce. Uwielbia metafory i przenośnie, bądź nawiązuje do rzeczy, których absolutnie nikt inny nie zrozumie, ale brzmią fajnie na kawałek. Łączy nas przede wszystkim autentyczność. Dopełniamy się. On pisze w sposób A, a ja w sposób B. Fajnie to brzmi.

Jak wyglądał Wasz pierwszy koncert jako BLKK WWA?
Dostaliśmy od znajomego Sita ofertę zagrania koncertu w 2024 roku w klubo-kawiarni na Żoliborzu - Pracovnia. To miejsce w sumie de facto nawiązujące do kultury hip-hopowej i w ogóle do jakiejś takiej szeroko rozumianej kultury afroamerykańskiej, nie wiem jak to inaczej powiedzieć, ale generalnie tamtejszej. Bardzo dobrze go wspominam. Słuchaj, ale to był dopiero stres! Wyobraź sobie, że od tamtego 20 kwietnia, do dzisiaj zagraliśmy już sześć albo siedem koncertów. Także uważam, że nie najgorzej.
Ręce mi się trzęsły, jak wychodziłem pierwszy raz na scenę i przyznam Ci szczerze, że wtedy myśmy zagrali przed tłumem. Nawet chyba mogę tak powiedzieć, myśmy zagrali przed 60 osobami z hakiem, coś takiego. Więc jak na pierwszy koncert uważam, że naprawdę był to dobry wynik. Nawet zgarnęliśmy za to probsy (red. aprobata, uznanie). Ludziom ewidentnie się podobało, zmotywowali nas, żeby robić to dalej.
Chcielibyście się w przyszłości utrzymywać z rapowania?
O Jezu, mam nadzieję, że tak! To byłoby piękne! Spełnienie marzeń! Największą radość w życiu czuję właśnie z muzyki i przy jej tworzeniu. Kiedy gramy koncert, jestem nabuzowany pozytywną energią. Chciałbym robić to w kółko. Mimo że na początku zawsze jest stresik, po tym wszystkim masz poczucie dobrze wykonanej roboty i tego, że jest to mega zajawka. Tak samo jest z nagrywaniem kawałków w studio. Jeśli kiedykolwiek by się nam udało faktycznie przekształcić to w pełnoprawny zawód, to totalnie byłoby to. W tym wszystkim nawet nie chodzi o pieniądze, to kwestia drugorzędna. Fajnie móc być częścią kultury, której częścią są też Twoi idole. Kiedyś byłem w sytuacji, w której po koncercie podbił do mnie ziomek, którego kompletnie nie znałem, tylko po to, żeby przyjść i powiedzieć: "Sorry, mordo, świetnie, to zrobiłeś, bardzo mi się podobało, mega". To są sytuacje, w których myślę sobie: "Ej, dobra, ja chcę to robić dalej, chciałbym móc to robić do końca życia".
Kiedy nagraliście pierwszy kawałek?
Właśnie jak dostaliśmy tę ofertę, to mieliśmy takie: kurde, dobra to trzeba będzie coś nagrać, może w końcu coś wydać, my to robimy dla zabawy, a tu mamy okazję zagrać koncert! Efekt tego był taki, że się bardzo spięliśmy i wypuściliśmy nawet piosenki na Youtube’a i Spotify. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, jakość tych nagrań i tekstów w porównaniu do tego, co i jak robimy teraz, pozostawia wiele do życzenia. Tam jakość była troszeczkę niższa.
Podchodzisz samokrytycznie do swojej muzyki?
Nie jest to samokrytyka, jest to bardziej po prostu taka cenna uwaga, że jak się coś zaczyna, to warto też nawet na takim początkowym etapie pójść do kogoś, kto się tym zajmuje np. jakieś profesjonalne studio i tam to nagrywać, bo w jakości jest po prostu gigantyczna przepaść.
Czyli sami piszecie teksty i tworzycie bity?
Teksty zawsze piszemy sami. Jak ktoś pisze teksty z raperem to moim skromnym zdaniem, jest beznadziejny, bo tak się nie powinno robić. Generalnie artysta, który korzysta z surowych tekstów, de facto nie jest artystą. Owszem, można sobie ładnie pośpiewać, co ktoś Ci napisze, ale dla prawdziwego twórcy, moim zdaniem sztuka powinna być właśnie ekspresyjna, wychodząca z osoby, która ją tworzy. Tylko w ten sposób można poczuć prawdziwe emocje, uczucia, pokazać skill (red. Umiejętności), co jest w muzyce typu rap bardzo ważne. Pokazać, że jesteś dobry w tym, co robisz. Oczywiście są ludzie, którzy korzystają na przykład z ghostwriterów (red. pisarz-widmo), ale mi się to nigdy nie zdarzyło. Ja lubię pisać swoje teksty. Gorzej, jak nie ma weny, ale to wtedy dam takiemu kawałkowi parę tygodni. To się przemieli i często gęsto nawet jadąc autobusem, nagle doznaję olśnienia i sobie zapisuje wszystkie rzeczy. Moje notatki są wyładowane tekstami, ale to tak mega wyładowane! Natomiast co do bitów i do tego, czy robimy je sobie sami… to zależy. Czasami są to bity z internetu i raczej w tych czasach nikt się z tym nie kryje. To jest na YouTubie, mnóstwo osób, które te bity produkuje, wrzuca je często po to, żeby ludzie mogli sobie pod nimi właśnie pisać kawałki. Natomiast mamy też znajomych, którzy robią bit. Jednym z nich jest ziomek Jacob, którego pozdrawiam serdecznie, który zrobił nam sporo bitów. Mam nadzieję, że kiedyś i on popracuje nad swoją płytą solową.

Początkowo w rapie było tak, że raperzy nadawali o swojej dzielnicy, z której pochodzą, utożsamiali się z nią.
Absolutnie tak! Lokalny patriotyzm, to jedyny patriotyzm, który mnie definiuje i będę o tym zawsze mówił z dużą pewnością! Ursynów noszę w serduszku i będę go nosił do końca życia, nieważne gdzie będę mieszkał. A i u nas, w tekstach totalnie tak to jest. Jak pytasz o tematykę kawałków, to w sumie nawet mogłem powiedzieć, że to jest to też jej część, która wymieniana jest chyba w każdym kawałku. A jak nie w każdym, to prawie w każdym. Po prostu jest to miejsce dla mnie personalnie bardzo ważne przez to, że wydarzyło się tam w sumie wszystko, co miało miejsce - najlepszego i najgorszego w moim życiu. Więc to raczej się nigdy nie zmieni i mimo, że teraz mieszkam na Sadybie, to jednak zawsze sercem i myślami będę tam, na Ursynowie.
Wolisz aktualny rap, czy ten początkowy?
A powiem ci szczerze, że to zależy czy mówimy o polskim rapie, czy o zagranicznym. Jeśli chodzi o polski, to stanowczo wolę ten starszy. Nie mam nic do młodych chłopaków, bo jest bardzo dużo dobrych raperów w Polsce, naprawdę mega dobrych. Jest sporo takich, którzy wręcz mnie zawstydzają swoim poziomem. Natomiast jeśli chodzi o treść i raczej o mainstream, to totalnie wolę tych oldschoolowych. Jeśli zapytałabyś o amerykańskie rapy, to jest na odwrót. Tamten stary bardzo lubię, ale to współcześnie jest masa potencjału. Natomiast w obu - i w amerykańskiej, i polskiej rapowej muzyce, jest teraz bardzo dużo utworów, które stały się zwykłymi komercyniakami i nie niosą już tak takiego ładunku emocjonalnego, który wiązał się z muzyką, której ja słuchałem.
Jak reaguje twoje otoczenie?
Moje otoczenie od dwóch lat mnie naciska, żebym w końcu wypuścił muzykę, więc chyba całkiem dobrze. Uważam, że jest to bardzo ważne, że przede wszystkim moja rodzina mnie tak bardzo wspiera. Nawet jak nie rozumieją tekstów, nie do końca wiedzą, o czym ta muzyka jest, to i tak zawsze są na moich koncertach. Mój ojciec był na każdym koncercie poza jednym, na który nie mógł dotrzeć, bo był chory. Ale to jest jak najbardziej wybaczone, zamiast niego przyszła wtedy moja mama. Natomiast jeśli mówimy o moim dalszym otoczeniu, z reguły jest to ekscytacja, w stylu "A weź coś podeślij".
Gdzie na Ursynowie chciałbyś nagrać swój teledysk?
To jest bardzo dobre pytanie. Pierwsze o czym pomyślałem, to tory wychodzące z zajezdni metra. To generalnie w tamto miejsce zawsze przychodziliśmy jako nastolatkowie, z moją grupką przyjaciół. To miejsce jest dla mnie ważne, ale raczej ktoś, kto nie jest z dzielnicy nie będzie wiedział, gdzie to konkretnie jest. Na pewno Górę Kazurkę (dziś Park im. Cichociemnych Spadochroniarzy AK) też chciałbym w jakiś sposób przedstawić. Zwłaszcza, że teraz obie miejscówki są odnowione - zostały dodane nowe ławki i atrakcje. Widać po prostu, że ktoś o to dba i stara się zmienić miejsca, w których kiedyś młodzież piła alkohol w normalne centra i parki, gdzie też i rodzice z dziećmi mogą spędzić czas.
A jakie miejscówki na Ursynowie najlepiej Ci się kojarzą?
Bardziej lubię Sadek Natoliński. Moja rodzina zawsze mieszkała w tamtych okolicach, także spędziliśmy tam bardzo dużo czasu. Górka Kazurka jest też pięknym miejscem, z którym mam naprawdę masę wspomnień. O Lesie Kabackim też myślę bardzo ciepło. Stamtąd rzut beretem do Powsina, Polanki na Powsinie, a zaraz obok Park Kultury Powsin - tam też spędziłem kawał czasu. Na pewno mógłbym jeszcze wspomnieć o kampusie SGGW, na którym jako nastolatek, a później już jako dorosły, spędzałem masę czasu. No bo wiadomo, nie dość, że imprezki, to jeszcze piękne ogrody!
Gdzie chodziłeś do szkoły?
Chodziłem do podstawówki nr 336 na Ursynowie, obok której mieszkałem i ciekawostka - chyba nigdy nie byłem na czas! Mieszkanie tak blisko powoduje, że człowiek zawsze wychodzi na ostatnią chwilę. Potem moi dwaj bracia również do niej chodzili. Do każdego z nich mówili Per Artur! Tak więc chyba dałem się we znaki nauczycielom. Podstawówkę wspominam okej, natomiast gimnazjum wspominam jeszcze lepiej. To było miejsce, w którym właśnie poznałem tak najbardziej ludzi z całej dzielnicy, bo w podstawówce oczywiście przewijały się te same osoby.
A mieliście jakieś środowisko hip-hopowe, coś takiego?
Zawsze były. Każda szkoła, każdy blok, niezależnie od tego, jaka to by nie była dzielnica, ma takie środowisko. To były ekipy 15-latków, w okresie buntów gimnazjalnych, które były wypełnione w tamtych czasach jeszcze bardziej takimi dresikami niż teraz. Teraz to już się zmieniło, ale wtedy było dużo tego typu subkultur. Więc oni robili muzykę, tylko robili ją raczej o braniu narkotyków, byciu smutnym i życiu tej okropnej ulicy, jak tam jest zimno i źle. Tak, że tak, takie środowiska były, są i będą.
Mój pod tym względem najstarszy przyjaciel, Marcin Niemczyn, który de facto w tym środowisku istnieje od lat robił okładki dla wielu znanych raperów na co dzień. Wtedy jeszcze w gimnazjum był pierwszą osobą, która się wzięła za robienie muzyki! Gdzieś tam w tym kręgu moich znajomych Marcin miał bardzo wyjątkowy i unikalny styl.
Spotykaliśmy się po prostu na ulicy, tudzież na boisku szkolnym, pod Kopą Cwila, albo właśnie pod Kazurką. Gdzieś w takich terenach, gdzie można było wyjść i złapać się większą grupą znajomych. W tamtych latach to zawsze chodziło się całymi bandami, po 15 osób. Nie przypominam sobie, żeby były jakieś konkretne miejscówki, chociaż jak już miałbym wymieniać, to byłoby to New Vegas na Ursynowie, bo tam faktycznie nawet do dzisiaj się zdarzają koncerty takich chłopaków i sam nie raz tam byłem, stąd wiem. A i Klub 22!

Każdy może zostać raperem?
Ten niski próg wejścia powoduje, że każdy może zacząć i broń Boże nie każdy powinien, ale niech każdy spróbuje. Jeśli sprawia to przyjemność, to nieważne czy robisz to perfekcyjnie, dobrze, źle, czy masz po prostu dobrą dykcję, ważne żeby się tym bawić, bo muzyka na koniec dnia powinna być zabawą. Jeśli się nią nie bawisz, jeśli nigdy nie czerpiesz z tego przyjemności, no to nie ma sensu robienia muzyki w ogóle.
Ursynów to gwiazdy rapu - Pezet, Vienio... Mówiło się o nich?
Oczywiście. Znaczy o Vienio to jeszcze jak Cię mogę, raczej o Pezecie, Onarze, który też był przecież częścią Płomienia 81, albo o Moleście z kawałkiem 28.09.97. Gdzieś tam jest tak, że jak Ursynów usłyszy, że Ursynów jest w kawałku, to wszyscy skaczą z radochy. Dosłownie tak jest. Bardzo lubimy być wymieniani, pojawiać się jako mieszkańcy dzielnicy w utworach.
Bardzo bym chciał kiedyś poznać Pezeta, tak nawet na zasadzie „Siema Pezet! Ja też jestem z Ursynowa!”. Podziwiam, że chłopak od tylu lat dzielnie i prężnie działa na scenie. I nie tylko działa, ale w ogóle cały czas jest na topie. Zresztą w tym roku chyba nawet Spotify puścił jakieś zestawienie, w którym pokazał, że w polskiej muzyce jeden z jego singli, był chyba bodajże czwartym albo piątym najbardziej lubianym utworem w całym naszym kraju. Uważam, że jest to niesamowity sukces, że ktoś przez tyle lat, cały czas utrzymuje ten sam poziom, wiesz, fame’u i skilli (red. sławy i umiejętności).
A jakie Wy macie cele?
W życiu - wrócić do domu, wyspać się, a oprócz tego, mój cel jest bardzo prosty. Chciałbym móc powiedzieć, że zrobiłem to, wydałem muzykę, wydałem płytę, tudzież mixtape (red. luźniejszy projekt muzyczny niż album) i móc pokazać, że po prostu, to co zrobiłem wyszło do ludzi i siadło. Nie muszą tego kochać. Wystarczy, żeby jedna osoba powiedziała: "Ej, przesłuchałem, to jest zajebiste".
Nawet, wiesz co, nie mierzymy tego na zasadzie liczby słuchaczy, a bardziej po prostu samodzielnego dążenia do swoich planów, typu tak chcę to zrobić w pewnym roku, tak chcę nagrać ten teledysk. I to jest zajebiste!
Dzięki za rozmowę!
Rozmawiała Zuzanna Szewczyk
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Uwaga Ursynów! Rekordowe 8 mln do podziału!
A kiedy będą budować studnie na wypadek "W" jak nie będzie prądu to nie będzie wody. W czasie II wojny światowej to ludność czerpała wodę tylko z studni.
emeryt
18:22, 2026-01-07
Gdzie oddać choinkę po świętach na Ursynowie?
Ufff , Dobre paniska , myślałem że każą osobiście zawozić do pszoków .
€=pejczyk
17:36, 2026-01-07
Uzbecki bar zmorą mieszkańców!
Banda pastuchów terroryzuje nasą okolicę, a my nic z tym nie robimy. Ludzie, opamiętajcie się i zróbmy z tym porządek, bo za chwilę będzie na Ursynowie gorzej niż na przedmieściach francuskich miast.
Lokals
17:33, 2026-01-07
Uwaga Ursynów! Rekordowe 8 mln do podziału!
Pomysły RO-WE-RO-WE na start.
bike
17:15, 2026-01-07