Rekrutacja do przedszkoli na rok szkolny 2026/2027 trwa jeszcze przez dwa dni. Rodzice mają czas do 25 lutego na złożenie wniosków w systemie elektronicznym. Co ciekawe, nie ma w nim miejsca dla niepublicznych placówek. Wszystko przez to, że trwa ostra rywalizacja o nowych przedszkolaków. Dla placówek publicznych i niepublicznych to walka o życie.
Jak informuje stołeczny ratusz, prognozy pokazują, że we wrześniu 2026 roku do przedszkoli pójdzie o blisko 2 tysiące mniej trzylatków niż obecnie. W skali całego miasta, w roku szkolnym 2028/2029 do samorządowych placówek będzie uczęszczało tylko 33 tysiące dzieci – to o 10 tysięcy mniej niż teraz!
W obliczu niemal 3 tysięcy wolnych miejsc w miejskich przedszkolach w całej Warszawie, ratusz uznał dalsze finansowanie naboru do placówek prywatnych (poprzez umieszczanie ich w miejskim systemie) za niewłaściwe.
Miasto, w okresie niewystarczającej liczby miejsc przedszkolnych we własnych przedszkolach, aby ułatwić rodzicom znalezienie dogodnego lokalizacyjnie przedszkola prowadziło wspólną rekrutację. Zważywszy na znaczną liczbę wolnych miejsc w przedszkolach samorządowych, rekrutowanie dzieci do placówek niepublicznych byłoby nieuzasadnione
- tłumaczy biuro prasowe urzędu w odpowiedzi na nasze pytania.
Placówki prowadzone przez inne organy muszą teraz same zadbać o rekrutację i promocję. Miasto nadal będzie wypłacać im dotacje na każde przyjęte dziecko, jednak zniknięcie z oficjalnego, miejskiego systemu naboru to dla nich strata wizerunkowa i organizacyjna.
Jak sytuacja z miejscami w przedszkolach wygląda na Ursynowie? Z danych przekazanych przez urząd dzielnicy wynika, że w tym roku zaplanowano utworzenie 122 oddziałów, co oznacza spadek o 13 w stosunku do obecnego roku szkolnego. Redukcja dotknie przedszkola o numerach: P52, P79, P126, P283, P351, P352, P366, P385, P395 oraz P401.
Przeanalizowaliśmy sytuację demograficzną i robimy w ten sposób, że jeśli w danym przedszkolu kończą się dwie grupy sześciolatków, a to jest duże przedszkole, to uruchamiamy rekrutację tylko do jednego oddziału trzylatków. Przez to zwiększamy szansę na to, że dzieci trafią również do sąsiedniego przedszkola, w którym wychodzi tylko jeden oddział
- wyjaśniał burmistrz Kempa.
Włodarz dzielnicy przyznał jednak, że już teraz w ursynowskich przedszkolach jest około 300 wolnych miejsc - sytuacja nie do pomyślenia jeszcze zaledwie kilka lat temu!

Aby ratować sytuację, dzielnica wraz z dyrektorami placówek ruszyła z intensywną kampanią promocyjną publicznych przedszkoli.
Sytuacja demograficzna nie napawa optymizmem. Z przeprowadzonych analiz wynika, że zmniejszająca się liczba dzieci w wieku przedszkolnym nie tylko na Ursynowie, ale w większości innych warszawskich dzielnic może skutkować koniecznością dalszej redukcji oddziałów. Dyrektorzy ursynowskich przedszkoli publicznych mając świadomość możliwości wystąpienia takiego zagrożenia, prowadzą intensywne działania promocyjne
- mówi rzecznik prasowy dzielnicy Ursynów Paweł Ciach.
Promocja publicznych jednostek na profilach burmistrzów i radnych wpływa na sytuację sektora prywatnego.
- To już prawdziwa walka o każde dziecko. Pytanie, dlaczego urzędy wykorzystują swoją pozycję do promowania miejsc w swoich przedszkolach? Reklama to chyba nie jest zadanie miasta? - słyszymy od właściciela jednego z prywatnych przedszkoli na Ursynowie.
Ratusz i jego pracownicy nie tylko promują. W ramach programu „Kulturalny przedszkolak” stołeczny ratusz zapewnia każdemu dziecku uczęszczającemu do publicznych przedszkoli dofinansowanie na wyjścia do kin, muzeów czy teatrów. Wszystkie dzieci w wieku od 3 do 6 lat, które uczęszczają do miejskich placówek, mogą skorzystać też z dodatkowej lekcji języka angielskiego finansowanej z budżetu miasta
Co ciekawe, fatalna sytuacja demograficzna odbijająca się na przedszkolach na razie nie wpływa na stan zatrudnienia. Ratusz twierdzi, że w skali miasta wciąż brakuje ponad 160 nauczycieli wychowania przedszkolnego. Nauczyciele z likwidowanych oddziałów mają być przenoszeni do innych placówek, a część kadry z czasem odejdzie na emeryturę.
Zależy nam na tym, żeby sprawdzeni, dobrzy pracownicy pozostali w systemie ursynowskiej oświaty. Więc nawet jeśli dyrektor z kimś nie może już współpracować, albo ktoś jest zainteresowany większą liczbą godzin, to zazwyczaj mamy możliwość zapewnienia oferty w innym przedszkolu, bo na przykład ktoś w nim odchodzi na emeryturę
- mówi Robert Kempa, dodając, że dzięki temu w przedszkolach może wzrosnąć standard opieki np. przez zatrudnienie większej liczby nauczycieli wspomagających.
Kempa dodaje, że na Ursynowie widać już w kolejnych rocznikach stabilizację demograficzną. Być może uda się uniknąć kolejnych cięć w oddziałach. Ale o tym, by dzielnica prowadziła więcej oddziałów nie ma mowy.
Stąd na Hawajskiej część przedszkola zostanie przekształcona po przebudowie w środowiskowy dom opieki. Podobnie działa miasto - jedna ze śródmiejskich placówek przedszkolnych przy ul. Nowy Świat zostanie przekazana na potrzeby oddziału rehabilitacji miejskiego szpitala dziecięcego przy ul. Kopernika. Przed ratuszem kolejne tego typu decyzje.
@16:00, 23.02.2026
budujmy więcej i więcej! Młodzi wyprowadzą się do innych dzielnic, bo tam życie towarzyskie: kawiarnie, pływalnie, kina, teatry, tereny zielone co dają przewiew.
A u nas?: po co się przemęczać: nowe, nowsze i jeszcze bardziej nowe bloki, aż będzie można tereny szkół, przedszkoli i nudnych, metalowych placów zabaw także zabudować.
agnik21:37, 23.02.2026
Brak dzieci dotyczy całej Warszawy i nie tylko Warszawy. Wszystkie dzielnice borykają się z tym samym problemem. To nie problem braku kina, teatru. Mamy park linearny to Kazurianie chcą parkingi a nie zielony teren. Mamy baseny, kawiarnie, restauracje . Nie przesadzajmy , że to w tym tkwi problem
Agnik,06:16, 24.02.2026
nie przerzucajmy problemu. Kiedyś była Młodzieżowa Rada Ursynowa, co powinna bardziej zrozumieć, czego Młodym ludziom brakuje na naszym obszarze.
Przydałoby się spojrzeć w przyszłość. Jeśli ma nas nie być tak dużo, jak kiedyś, to przydałby się komfort życia.
Przecież ciężko pracujemy każdego dnia. Młodzi także!
@09:27, 24.02.2026
no właśnie, Agnik: jaki klimat i urok powinna mieć przestrzeń Ursynowa?
Pozostałe komentarze
ker13:49, 23.02.2026
Publiczne przedszkola mają zwykle lepsze place zabaw i większe tereny zielone. Nasze dzieci już w szkołach, ale miło wspominają, jak chodziły do przedszkola na Warchałowskiego.
qwerty14:37, 23.02.2026
Pamiętam jak lata temu nie przyjęto mojego syna do publicznego przedszkola pod domem. Przyjęto za to dzieci z sąsiedniej dzielnicy (zgadnijcie jakiej), bo miały punkty za samotnego rodzica itp. Dlatego teraz trudno mi uronić łezkę.
agnik14:56, 23.02.2026
Murzyn zrobił swoje murzyn może odejść. Jak było za mało placówek miejskich , to ich nie budowali tylko rodzice musieli szukać miejsca w prywatnych przedszkolach. Znajoma udawała samotną matkę, żeby dzieci zapisać do przedszkola, inna musiała szukać znajomej przedszkolanki, żeby dzieciak dostał się do najbliższej placówki. Wtedy dla miasta dobre były prywatne przedszkola, a teraz już im przeszkadzają. Tylko w państwowych to trzeba było o 17 odebrać dziecko a w prywatnym to i do 20 było czynne. Łaska miasta na pstrym koniu jeździ. Trzymajcie się prywatne placówki👍
a15:03, 23.02.2026
Program Kulturalny przedszkolak to finansowanie z naszych pieniędzy i także z podatków , które płacą prywatne przedszkola. To nieuczciwe, że tylko dla miejskich pzedszkolaków idą pieniądze a dla dzieci z prywatnych przedszkoli to nie.
Irfy15:06, 23.02.2026
Tego trendu się już nie zatrzyma ani nie odwróci. Ursynów powoli znów przekształca się w (prze)sypialnię / dom starców. Do bloków budowanych w ramach "zagęszczenia", po kinie albo tych kurzych ferm na Kabatach wprowadzą się ludzie, których albo na dzieci na razie/już nie stać, albo wynajmujący, których na dzieci nie będzie stać już nigdy. Ale cóż, młodzi nie chcą się szarpać. Pamiętam jak w 2014 odwalali mnie z kwitkiem prawie wszędzie, bo nie miałem jakichś "punktów za pochodzenie" (nie byliśmy wystarczająco patologiczni), więc dziecko przez rok chodziło na prywatę a my musieliśmy płacić. Dopiero w 2015 jakimś fartem się udało. Teraz ludzie po prostu dzieci sobie odpuszczają. No chyba że są one ich "strategią przetrwania" i żyją sobie z zasiłków i 800+. Wtedy mają ich mnóstwo. Ale Ursynowa ta fabryka przyszłej patologii raczej nie dotyczy.
Ursyniak23:38, 23.02.2026
Co za bzdury z pisaniem, że nie stać na dzieci. Ja mam dwójkę. Razem z żoną nie mamy nawet pełnych dwóch etatów pracując w szkolnictwie. A w zasadzie na nic nam nie brakuje. Nie jeździmy co roku na wakacje pod palmami, nie jeździmy na narty na lodowiec, jeździmy samochodem ze średniego segmentu, nie żywimy się w restauracjach czy diecie pudełkowej... I wystarcza. Zatem takie bajki, że kogoś nie stać na dziecko to tylko usprawiedliwianie własnego egoizmu.
Irfy09:21, 24.02.2026
@Ursyniak Kurczę, to straszni z tych młodych wchodzących na "rynek pracy" frajerzy. Powinni pokończyć pedagogikę i pracować w szkolnictwie, skoro tam takie kokosy. I mieszkanie sobie można było kupić bez kredytu, bo tak właśnie zrobiłeś, prawda? Samochód też z tych dwóch niecałych pensji. A te łajzy pracują w jakichś korpo, mają pensje na poziomie zasiłków i muszą wynajmować. Nawet na wkład własny nie uciułają. Nie to, co paniska pracujące w edukacji. I jeszcze są wrednymi egoistami, stąd ten niż demograficzny. Ale to dobrze. Im mniej dzieci, tym ludzie pracujący w edukacji będą je mogli lepiej wykształcić. Wnet na jednego ucznia przypadnie jeden nauczyciel.
Ursyniak15:06, 24.02.2026
@Irfy Widać, że niewiele rozumiesz. Aby pracować w szkolnictwie nie trzeba kończyć wyłącznie pedagogiki. Poza tym, głównym przekazem mojej wypowiedzi było to, że mimo umiarkowanych zarobków, w porównaniu z zarobkami w korpo, można sobie w życiu poradzić. Samochód mam na kredyt, mieszkanie na kredyt. Wystarczy nie kupować co 2 lata nowego iPhona, wypasionego telewizora, abonamentów na platformy vod, kaweczki w sieciówkach, dwutygodniowych ferii w Alpach, dwutygodniowych wczasów na karaibach itd. A jak tego nie rozumiesz, to pozostań w swoich przekonaniach. Pozdrawiam!
Irfy15:29, 24.02.2026
@Ursyniak "Kaweczki" i "Karaiby" to zabawki zastępcze. Czasy się zmieniły. Próg wejścia we własne mieszkanie jest dziś wysoki. Nawet z kredytem musisz mieć wkład własny, minimum 10%. Przy obecnych cenach to dużo. Potem trzeba mieć też "zdolność". Niedawno kupowałem inwestycyjnie, żeby pozbyć się "papierków". Wkład miałem 70%, zarobki "korpo" a i tak "zdolność" obliczyło mi taką, że jakbym miał 10% wkładu, to bym nie kupił. Fakt, że wnioskowałem sam, bez żony. Ale jak ktoś jest singlem, to się z tym zderzy. Ty się załapałeś na lepszy okres, obecni "młodzi" albo wynajmują, bo nie mają na "wkład" i "zdolności". A nawet jak ją mają, to strach. Co jak AI zabierze im robotę a oni zostaną z krechą na 30 lat? Albo mieszkają z rodzicami. Z musu Przy takim układzie dzieci nie wchodzą w grę. Jedyne, na co ich stać i czym się pocieszają to właśnie te bzdurki. Karaiby, I-phony itd. Żeby chociaż trochę "pożyć". Konkluzja - dzieci nie będzie. I pracy w szkolnictwie też nie, jak niż demograficzny jeszcze mocniej przyciśnie.
Ursyniak10:37, 26.02.2026
Irfy - podoba mi się Twój ostatni wpis, ale wciąż się nie zgadzam. Znam wielu obecnie młodych, dopiero wchodzących na rynek pracy, którzy nie są na stanowiskach menadżerskich, nie zarabiają kokosów, a jednak mają życiowy cel w postaci dzieci. I to się im udaje mimo obiektywnych trudności, o których piszesz. Upraszczając mocno do jednego powiedzenia: dla chcącego nic trudnego.
Cerm12:45, 22.04.2026
@irfy - masz interesujące doświadczenia, być może wynikają z Twojej wyjątkowej sytuacji ale...kupowałem w życiu 3 mieszkania, wszystkie na kredyt i to w okresie kiedy moi inni znajomi/rówieśnicy również je kupowali. Nie wydaje mi się żeby "kiedyś" było lepiej. Fakt, relatywnie łatwo było dostać kredyt frankowy bez wkładu gdy frank był po 2 złote a mieszkania 50m w niektórych dzielnicach po 200-300 tys. Przy czym "łatwo dostać" to długofalowo niekoniecznie lepsza sytuacja. Poza tym ludzie wtedy (powiedzmy 2005-2008) dużo mniej zarabiali nominalnie więc w moim przekonaniu niewiele się to różni od np. od dzisiejszej ceny 47 m na Saskiej za ok 600 tys (widziałem taką ofertę kilka dni temu). Szczególnie jeśli weźmiesz pod uwagę że pomiędzy 2005 a 2025 rokiem inflacja liczona narastająco to ok 94%, co oznacza w gruncie rzeczy podwojenie cen w tym okresie. Nie zapominajmy jednak, że nastąpił odpowiedni wzrost zarobków.
Gdy kupowałem 2 mieszkanie był okres, że trzeba było mieć min. 30 % wkładu a warunki w umowach były mało korzystne, otrzymanie kredytu nie było łatwiejsze niż teraz i panował tzw. "rynek pracodawcy".
Obecnie mamy rynek "pracownika" w mojej branży (statystycznie, są wyjątki) trudno znaleźć nawet studenta, który chciałby przychodzić do pracy na cały etat za 6k netto, nie mówiąc nawet o tym żeby rzeczywiście był zainteresowany podnoszeniem kompetencji. Na 10 pracowników z segmentu student-świeży absolwent max 3 posiada kompetencje miękkie i odpowiedzialność, które pozwalają na przekonanie, że nie będziesz musiał za nich pracować i ich praca nie przyniesie firmie szkody (roszczenia kontrahentów). Z tych 3, jedna osoba, najczęściej kobieta, posiada zaangażowanie, chęć rozwoju, nauki, podejmowania bardziej odpowiedzialnych zadań. I to wszystko w warunkach, gdzie starsi członkowie zespołu z doświadczeniem 20+ lat z otwartymi ramionami przyjmują każdego, kto nie jest obibokiem i chociaż trochę interesuje się tym co robi. Dodam, że oczekiwanie "młodzieży", że pracę kończymy max! do 17 jest standardem (i dobrze) - ale wszystko powyżej to są warunki, których moim zdaniem nikt kto wchodził na rynek pracy w latach 2000-2010 nie doświadczył. W Warszawie są firmy, gdzie w pakiecie z wysokimi zarobkami dostajesz bez limitu psychologa, specjalistę rozwoju zawodowego, dietetyka, zajęcia z jogi/pilatesu/medytacji i możesz przyjść do pracy o dowolnej godzinie. To wszystko nie pasuje mi do stwierdzenia, że dzisiaj młodzi mają gorzej.
Totalnie się zgadzam z @Ursyniak - widzę jak "dzieciaki" dostają na start 10 tys. i od razu kupują iPhone i skuter na raty. Albo po kilku miesiącach zwalniają się z pracy, żeby pomieszkać pół roku w Japonii. Nie mówię, że to źle. Jeśli mają taką możliwość to świetnie ale proszę mi nie mówić, że się nie da mieć teraz dzieci w Polsce jeśli się ich rzeczywiście chce. Problemem jest to, że dzieci to problem - mniej czasu dla siebie, czasem konieczność wyrzeczeń, większe wydatki, mniej dni w pracy, większy stres z różnych powodów. No i jak chcesz pojechać z 5 os. rodziną do Japonii na pół roku to wiesz...trzeba naprawdę dużo kasy. Nota bene, mam mnóstwo znajomych młodszych i starszych bez lub z maksymalnie 1 dzieckiem, mieszkających w super dużych mieszkaniach i dużymi pieniędzmi. Oni też mówią, że ich nie stać na to czy kolejne dziecko, też narzekają na drogie wakacje. Pewnie wszystko zależy od perspektywy i poziomu życia do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.
Ja mam 3 dzieci i pieniądze "korpo", był to świadomy wybór choć łatwo mi mówić, bo mnie stać. Gdyby nie dzieci miałbym wyższe stanowisko i większe pieniądze bo mógłbym dużo więcej poświęcić pracy. A tak jest mi na pewno trochę bardziej niewygodnie niż koleżankom i kolegom bez dzieci, jakoś muszę z tym żyć, pracować 5 dni w tygodniu, czasem wieczorami. Sami sprzątamy i gotujemy. Ostatnie mieszkanie kupiłem rok temu mając 10% wkładu. W umowie mam lepsze warunki niż te co miałem w umowach poprzednich.
Z tego powodu nie rozumiem narzekactwa i tekstów w stylu "mieliście kiedyś lepiej". Nie mieliśmy. Nasz kraj ma wiele bolączek ale nigdy nie było w nim lepiej niż przez ostatnie 30 lat. Wiem, to jest pewne uproszczenie, na pewno są ludzie, którzy nie mają dzieci z przyczyn ekonomicznych, rozumiem, że są to trudne wybory. Jednak przedstawiając swoją perspektywę mogę stwierdzić, że znam tylko ludzi którzy dzieci (lub ich większej ilości) nie mają z przyczyn biologicznych lub (przede wszystkim) lajfstajlowych.
A w temacie ;) - ursynowskie przedszkola dobija dotowanie przedszkoli prywatnych. Z moich obserwacji wynika, że duża część mieszkających tu rodziców do już dobrze dorobieni 30-40 latkowie, dla których 2x2500/mc przy dwójce dzieci, za prywatne przedszkole to było jeszcze za dużo ale 2x1500 to spoko. To podkręca zjawisko spadającej liczby dzieci w placówkach publicznych. Osobiście uważam, że dopłaty z publicznych pieniędzy powinny być tam, gdzie pewnych usług społecznych nie ma. Tak było bodaj ok 2012 r. na dalekim Tarchominie czy Targówku, gdzie miasto nie zdążyło wybudować odpowiedniej liczby przedszkoli i żłobków a ludzie już tam byli i rodziły im się dzieci. Dopłaty na Ursynowie gdzie od 40 lat jest pełna infrastruktura żłobkowo-przedszkolna uważam za niegospodarność.
A i pozwólcie jeszcze na łyżkę dziegdziu do sporów politycznych :) Od bardzo bardzo dawna wiadomo, że prognozy demograficzne w Polsce sa słabe. Od 1989 mieliśmy reprezentację bodaj wszystkich głównych nurtów ideowo-politycznych i nikt, dosłownie nikt się tym nie zajął. A wszyscy obiecują, że Polska będzie w końcu Wielka.
Wck18:32, 23.02.2026
Efekt głosowania od 20 lat na zmianę na PIS i PO.
aster21:31, 23.02.2026
a przypadkiem nie szczepionek na koronawirusa?
Rozsadny11:28, 24.02.2026
WIĘCEJ PSIECI, DEMOGRAFIA WYTRZYMA
kek11:59, 24.02.2026
Larwienie w nieskończoność nie jest rozwiązaniem.
Jola22:58, 02.03.2026
Wystarczy skończyć z dotacjami dla przedszkoli prywatnych (ok. 1000zł/mieś. na dziecko)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
PINB: Katastrofa budowlana na Hirszfelda
Jak się teraz czują te p…., które głosowały na walnym za tym….
Sąsiad z góry
21:10, 2026-06-26
PINB: Katastrofa budowlana na Hirszfelda
S.k.u.r.w.i.e.l.e. robią co chcą, spółdzielcze p.i z d.y. na wysokich stołkach.
Waldek
21:02, 2026-06-26
PINB: Katastrofa budowlana na Hirszfelda
Prezes Januszkiewicz kolejny raz olał mieszkańców! Za to powinien być prokurator!!!
Imielin
20:58, 2026-06-26
PINB: Katastrofa budowlana na Hirszfelda
Prezesa należy oskarżyć o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy. Musi dostać zdrowo po dupie,inaczej mieszkańcy zostaną z niczym, a przypomnę że zarząd odpowiada materialnie za działanie spółdzielni. Złóżcie się na kancelarie i do sądu.
Mietek
20:37, 2026-06-26