Zamknij
REKLAMA

Dzieciństwo na "końcu świata". Opowieści dziewczyn z Ursynowa

10.15, 04.06.2022 Redakcja Haloursynow.pl
REKLAMA

W odpowiedzi na artykuł „Dzieciństwo na budowie. Opowieści chłopaków z Ursynowa”, zgłosiły się do nas czytelniczki – dziewczyny z Ursynowa – chętne podzielić się swoimi wspomnieniami. A one też potrafiły nieźle narozrabiać!

Wszystkie bohaterki do dziś czują się z naszą dzielnicą bardzo związane, mieszkają tu lub wpadają w odwiedziny. Wspominają zabawy na trzepaku, rozbite głowy i cygańskie tabory.

Marta i jej sekrety na końcu świata

Marta zamieszkała na Ursynowie na początku lat osiemdziesiątych, jako trzylatka. Rodzina wprowadziła się do trzypiętrowego bloku, co sprzyjało integracji sąsiedzkiej. Z dzieciakami z klatki dziewczynka spędzała czas po szkole głównie na podwórku. Dziś z sentymentem wspomina zabawy na trzepaku, placu zabaw czy przy ujęciu wody, które ratowało życie okolicznych mieszkańców w czasie awarii.

- Jako że w tamtych czasach dzielnica była mało rozwinięta, chodziliśmy na działki czy pod Las Kabacki na wyprawy. Pamiętam, jak zrywało się polne kwiatki do bukietów, które zanosiło się mamom, czy plecenie z nich wianków – opowiada Marta i dodaje, że w tamtych czasach infrastruktury prawie nie było, więc w okolicy jej bloków robiło się „sekrety” w ziemi.

Z koleżankami organizowała pogrzeby martwym owadom, wspinała się na drzewa i płoty.

- Można było też spotkać dzikie zwierzęta z okolicznego lasu, które przychodziły do okolicznych śmietników w poszukiwaniu jedzenia. Człowiek miał wrażenie, że mieszkał na końcu świata – mówi.

Zabawy na podwórku na Żabińskiego. Po drewnianych placach zabaw zostały wspomnienia i zdjęcia. fot. Piotr Klonowski/ursynow.org.pl

Lata dziewięćdziesiąte to jej czasy wczesnoszkolne i okres intensywnego rozwoju dzielnicy. Powstała wtedy szkoła na Hirszfelda, do której uczęszczała znaczna część dzieciarni z okolicznych bloków.

To był czas pierwszych miłości, przyjaźni, przygód. Grało się wtedy głównie w karty, organizowało się podchody, czy grało w gumę, w klasy i w noża. Bawili się wszyscy razem – i chłopcy i dziewczynki. Rozrabialiśmy równo, próbowaliśmy robić pod blokiem ognisko korzystając z podebranych z domów zapałek, biliśmy się, kłóciliśmy

- opowiada Marta.

Najfajniejsza zabawa, którą pamięta, miała miejsce, gdy robotnicy rozkopywali rury koło jej bloku.

- Nie zważając na niebezpieczeństwo, czołgaliśmy się w dole pod przekopami czy obrzucaliśmy grudkami ziemi. Kiedy postawiono płot odgradzający plac budowy szkoły podstawowej, chętnie przechodziliśmy po nim, ponieważ było to takie ekscytujące. A najbardziej wtedy, kiedy trzeba było uciekać przed psem stróża! – wspomina.

W pamięci ma też „pogaduszki” z koleżanką z bloku, które odbywały się… za pomocą kaloryfera. - Wystarczyło wezwać ją na rozmowę, waląc w rurę kaloryfera i krzycząc dość głośno. Najprawdopodobniej nasze pogaduszki słyszał cały pion – śmieje się dziś Marta.

Dzisiaj nadal mieszka na Ursynowie i mówi, że trudno byłoby się jej odnaleźć w innej dzielnicy. Co wg niej różni dzisiejszych mieszkańców od tych z dawnych lat? To, że dziś żyjemy w ciągłym biegu, na nic nie mamy czasu. Kiedyś z sąsiadkami się plotkowało przy cieście czy kawie, wszystkie mamy były dla dzieciaków ciociami, a ojcowie wujkami, rodzice byli ze sobą na ty.

- Dzisiaj raczej spotykamy się ze swoimi znajomymi z pracy czy szkoły wyższej niż z sąsiadami. Nie twierdzę, że nie mam miłych sąsiadów – wręcz przeciwnie. Są wyrozumiali i serdeczni, zwłaszcza w stosunku do mojego synka. Ale są to znajomości powierzchowne i raczej nic nie wskazuje na to, żeby w moim przypadku miało się to zmienić. Może, gdy moja pociecha wejdzie w wiek nawiązywania znajomości, będę miała okazję nawiązać jakąś bardziej zażyłą relację z którąś z mam – podsumowuje.

Wolna przestrzeń Basi

Basia urodziła się na Ursynowie Północnym w 1983 roku. Nie pamięta dzielnicy w budowie, za to pamięta ten niezabudowany świat dzieciństwa, pełen łąk, pól i pagórków.

- W mojej pamięci są pola w miejscu dzisiejszego parku im. Jana Pawła II, to były prawdziwe łąki i to tuż za domem. Pamiętam, jak przyjeżdżało tam wesołe miasteczko i chyba cyrk – opowiada.

Kiedy już mogła wychodzić sama na dwór, miała obowiązek „meldowania się”. – Nie było wtedy oczywiście telefonów, więc żeby mama była spokojna, raz na jakiś czas dzwoniłam domofonem (lub darłam się pod oknem) z hasłem „mamo, melduję się” – mówi Basia.

Jeden z placów zabaw na Ursynowie Północnym. fot. Aleksandra Szpigiel/ursynow.org.pl

Wspomina, że raczej nie była łobuziarą, choć na drabinkach, których teraz nie spotyka się na placach zabawach, fikała niezłe koziołki. – Pamiętam, jak na placu zabaw, który był niedaleko Domu Sztuki – teraz jest tam parking, spadłam robiąc fikołka i grzmotnęłam głową w betonową posadzkę przy drabince. Ocknęłam się na kolanach jakiejś kobiety, a potem poszłam dalej się bawić. Rodzice chyba do tej pory o tym nie wiedzą – mówi.

To, czego brakuje jej na dzisiejszym Ursynowie to ta możliwość swobodnego „wybiegania się”. – Z moją najlepszą przyjaciółką spędzałyśmy godziny na górkach, na których obecnie stoją bloki przy al. KEN. Tam była trawa, kwiaty, krzaki, w których można było robić kryjówki. Teraz strach puścić dziecko na dwór, bo po osiedlach zasuwają samochody. To dla mnie smutne, że maluchy nie mają tej naszej swobody – podsumowuje.

Indianie i Cyganie na Ursynowie

Monika, podobnie jak Marta sprowadziła się na Ursynów, mając 2-3 lata, na początku lat 80. Pierwsze wspomnienia mam z podwórka i  drabinek, na które dzieci chodziły często same w wieku 5-6 lat.

- Zabawy były różne np. w Indian, bo miałam „wigwam” i go wynosiliśmy na podwórko. Najbardziej lubiliśmy te nieszczęsne płyty betonowe i hałdy niedaleko Pileckiego, mimo że nie były zbyt stabilne i było tam pełno gruzu, szkła i metalowych prętów - opowiada. - Zimą zjeżdżaliśmy na sankach z górki miedzy Miklaszewskiego i Marco Polo, nawet jak było więcej błota, niż śniegu – dodaje.

Wspomina też wyprawy na działki za Pileckiego, których już nie ma - powstało tam osiedle. - Już jako nastolatki zapuszczaliśmy się czasem do starej kotłowni, która teoretycznie była zamknięta, ale łatwo było się tam dostać – mówi.

W pamięci zapisały jej się wizyty taboru cygańskiego na osiedlu. - To była dla nas wielka atrakcja w połowie lat 80. – dodaje.

Chociaż od ponad 20 lat mieszka zagranicą, wraca na Ursynów zimą i w wakacje, a wiele przyjaźni zawartych przez nią w dzieciństwie przetrwało do dzisiaj.

[ZT]11561[/ZT]

(Redakcja Haloursynow.pl)
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (16)

DixieDixie

4 11

To był taki Wygwizdów, że na dziewczyny z Ursynowa mówiliśmy w "Słowackim" panny z Bronxu 14:31, 16.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Mgrkotka Mgrkotka

4 1

Czyli Bronx był dla was symbolem wygwizdowa? Dziwne. 13:04, 04.06.2022


AlanAlan

13 0

Dodam jeszcze: bieganie po tunelu metra, włażenie na XIIp po rusztowaniach no i kąpiele w wykopie fundamentowym gdzie teraz stoi Leclerc przy Ciszewskiego. Ale to była pustynia na początku lat 80. Na Polinezyjskiej między blokami rosły kartofle a w kierunku na Pyry przy Puławskiej pasły się krowy i konie na łańcuchach. Słowo honoru. 15:33, 16.03.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

Oral BOral B

1 5

Krowy na łańcuchu to ok, ale konie na łańcuchu ??? 12:13, 07.06.2020


Mgrkotka Mgrkotka

4 0

Oczywiście, że były! 13:03, 04.06.2022


KrystiaxKrystiax

10 7

Kobiety teraz tylko o seksie, gdzie te dziewczyny z tamtych dni, porządne kulturka i wyobraźnia, chlip chlip :( 09:40, 18.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Mgrkotka Mgrkotka

5 1

Hmmm... ja mam tak samo, tylko z mężczyznami. Ani o książkach, ani o przyrodzie tylko seks. 13:03, 04.06.2022


AneblaAnebla

5 1

za Lecler było wielkie boisko gdzie chłopcy mogli grać w piłkę a wieczorami paliliśmy ogniska. Podobnie słynna Wolica. Chodziliśmy piechotą na jeziorko w Powsinie przez skarpę, kto teraz by puścił swoje dziecko na taką wyprawę?!. Całymi dniami bawiliśmy się na podwórku, grając w podchody, pikuty i piłką na hydroforach. Wspominam z tęsknotą lane poniedziałki i latające torebki z bloków. Kryjówki w piwnicach i na altankach na które wiecznie musieliśmy przynosić nowe ławki, najczęściej zwinięte z przedszkoli czy szkół. Pierwsze papieroski i motory, które wiecznie wymagały naprawy. Ale najfajniej było wtedy kiedy cała gromada dzieci jeździła na jednych rolkach na zmianę :)))))) nie ważne że rozmiar nie pasował. TO BYŁY czasy......szkoda że nasze dzieci mają teraz inne zainteresowania. Świat się bardzo zmienił :(. 12:22, 19.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AneblaAnebla

12 1

za Lecler było wielkie boisko gdzie chłopcy mogli grać w piłkę a wieczorami paliliśmy ogniska. Podobnie słynna Wolica. Chodziliśmy piechotą na jeziorko w Powsinie przez skarpę, kto teraz by puścił swoje dziecko na taką wyprawę?!. Całymi dniami bawiliśmy się na podwórku, grając w podchody, pikuty i piłką na hydroforach. Wspominam z tęsknotą lane poniedziałki i latające torebki z bloków. Kryjówki w piwnicach i na altankach na które wiecznie musieliśmy przynosić nowe ławki, najczęściej zwinięte z przedszkoli czy szkół. Pierwsze papieroski i motory, które wiecznie wymagały naprawy. Ale najfajniej było wtedy kiedy cała gromada dzieci jeździła na jednych rolkach na zmianę :)))))) nie ważne że rozmiar nie pasował. TO BYŁY czasy......szkoda że nasze dzieci mają teraz inne zainteresowania. Świat się bardzo zmienił :(. 12:24, 19.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

DoriDori

11 5

Kretyński, megasztuczny podział na zabawy dziewczyny i chłopaków. Chodziłam do 305 i bawiliśmy się wszyscy razem - dziewczyny z chłopakami. Najlepsze miejsce do pływania na tratwach ze styropianiu to fundamenty na Herbsta 1, do jazdy na deskach - okolice szkoły na Dembowskiego, do wspinaczki - drzewa na Końskim Jarze i w okolicach kościoła na KEN zwanego również zamkiem krzyżackim, wszystkie pola w stronę Lasu Kabackiego były nasze, w Lesie bawiliśmy się w podchody, a zimą jeździliśmy na Górce (Kopa Cwila), kiedy jeszcze nikt nie myślał nawet o budowie wyciągu narciarskiego. Wyprawa do znajomych zwykle kończyła się myciem butów całych ubabranych w glinie, bo nie było chodników. To były czasy! 22:07, 25.05.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

DzieciakDzieciak

4 32

Pierwsze alpagi, pierwszy kompot, pierwszy włam. Pamiętam jak pierswi skini pojawili się na dzielnicy, krew płynęła chodnikiem codziennie. Potem ruscy i Wietnamczycy weszli w dilerkę i wszystko poszło na dno. Nikt nad tym nie panował. Potem było już gorzej, menele walili ruski spirytus, dzieci browna. 11:47, 07.06.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Ala78Ala78

4 20

Heroina, morderstwa, gwałty, napady, pobicia, wymuszenia - dzieciństwo ma Ursynowie. 11:08, 04.06.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mgrkotka Mgrkotka

11 1

Szkoda, że każdy skrawek zieleni , wolnej przestrzeni musi byc zabudowany:( 13:00, 04.06.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

JacekJacek

4 0

Rocznik 84. Na Ursynowie od 1988, najpierw podstawówka 318, potem jak wybudowali to 343. Było mnóstwo swobody, zabawy na Skarpie, generalnie lata 80. wspominam z lezką w oku, w późnych latach 90. przypadających u mnie na koniec podstawówki trzeba jednak uczciwie przyznać, że sporo się pogorszyło,.pojawiło się sporo dragów i dużo chłopaków się stoczyło, dodatkówo na każdym kroku można było zostać skrojonym czyli dla niekumajacych ówczesnego slangu po prostu okradzionym, może nie na moim osiedlu ale w okolicach Domu Sztuki, Natolina czy Megasamu to była plaga, zdarzały się też pobicia. 18:39, 23.06.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%