Zamknij
ZOBACZ

Dodaj komentarz

Zaczepiał kobiety i dzieci na Ursynowie. Chory napastnik zatrzymany

Sławek Kińczyk Sławek Kińczyk 13:43, 23.01.2026 Aktualizacja: 13:55, 23.01.2026
Skomentuj Zaczepiał kobiety i dzieci na Ursynowie. Chory napastnik zatrzymany Róg Gandhi i Dereniowej. Tu doszło w środę do zaczepiania kobiet (AR)

Agresywny mężczyzna zaczepiał w środę na Imielinie przechodzące kobiety, wymachiwał rękami i nogami, a jedną z nich nawet kopnął. Nie oszczędził też dzieci. Dzięki błyskawicznej reakcji policji i zgłoszeniom poszkodowanych, 36-latek trafił do aresztu. To jednak kolejny przypadek na Ursynowie, który obnaża słabość systemu opieki nad osobami z zaburzeniami psychicznymi.

Środowe popołudnie, około godziny 16. Skrzyżowanie ulic Gandhi i Dereniowej, tuż obok apteki Ziko. Pani Karolina wracała do domu ze swoją 9-letnią córką, gdy drogę zastąpił im agresywny mężczyzna.

Stał obok apteki i nie pozwalał przejść ścieżką każdej napotkanej kobiecie w tym mnie. Zaczepiał, chwytał, wymachiwał rękami i nogami

- relacjonuje kobieta.

"Kopnął mnie. Dzieci zdążyły uciec"

Mężczyzna nie poprzestał na wyzwiskach i groźbach. Jak opisuje pani Karolina, jego agresja szybko eskalowała.

Ja zostałam kopnięta. Zadzwoniłam na 112 tak jak i dziewczyna, którą zaczepiał wcześniej

- mówi mieszkanka Ursynowa.

Zanim na miejsce dotarł patrol, napastnik zdążył jeszcze zaatakować inne osoby.

- Udał się w kierunku Dereniowej, zaczepiając dwójkę dzieci. Tam zareagowała jakaś pani. Potem skręcił w kierunku swojego bloku i zaczepił kolejną dwójkę chłopców - opowiada pani Karolina.

Agresor wrócił jednak do kobiet, co paradoksalnie uratowało chłopców. - Gdy nas zobaczył, to podszedł znów do nas i agresję słowną przekierował na dziewczynę, którą wcześniej kopnął. Chłopcy zdążyli wtedy na szczęście uciec - relacjonuje mieszkanka.

Na miejsce została wezwana policja, ale zanim patrol przyjechał mężczyzna zdążył uciec do domu. Sprawca został jednak zatrzymany, bo dwie poszkodowane mieszkanki następnego dnia złożyły zawiadomienia na komisariacie policji przy Janowskiego.

Tutaj nasza reakcja była nasza błyskawiczna. Pan został szybko ustalony, szybko zatrzymany, zaraz po złożeniu zawiadomienia

- mówi asp. szt. Marta Haberska z mokotowskiej komendy.

Zarzuty i wniosek o areszt

36-latek usłyszał już zarzuty. - Trzy zarzuty z artykułu 190 kodeksu karnego (groźby karalne - przyp. red.) i jeden zarzut z art. 127 kk o naruszenie nietykalności - wylicza rzeczniczka policji. Funkcjonariusze nie zamierzają na tym poprzestać.

Będzie też skierowany wniosek o tymczasowy areszt, ale jaka będzie decyzja sądu, na ten moment nie jestem w stanie powiedzieć

- dodaje asp. szt. Haberska.

Mieszkanki sugerują, że to nie pierwszy "wybryk" tego mężczyzny. Pani Karolina wspomina głośną sprawę pobicia młodej dziewczyny przy szlabanie na ul. Marco Polo w zeszłe wakacje. 36-latek miał być częstym gościem w okolicznych sklepach i instytucjach. Wg rzeczniczki mokotowskiej policji żądne zgłoszenie o pobiciu przy Marco Polo do funkcjonariuszy jednak nie trafiło.

Terroryzują okolicę. W systemie jest luka?

Sprawa 36-latka z ul. Gandhi przypomina inne, głośne historie z Ursynowa, gdzie w rolach głównych występowali ludzie z zaburzeniami, terroryzujący okolicę. Mieszkańcy pamiętają mężczyznę z Natolina, który nękał pracownice salonu fryzjerskiego oraz przechodniów, czy "Pawełka" z Imielina, który upatrzył sobie lokalne sklepy. Obie sprawy opisywaliśmy na Haloursynow.pl. Scenariusz zawsze jest podobny: interwencja, zatrzymanie, obserwacja, a potem powrót na ulicę.

Policjanci, z którymi rozmawialiśmy nieoficjalnie, przyznają, że mają związane ręce.

My zatrzymujemy, przedstawiamy zarzuty, a później decyzje, są niezależne od nas, tylko od sądu

- słyszymy.

Dla policji to "walka z wiatrakami", a w dodatku to jej dostaje się od mieszkańców za to, że osoby, które nie powinny być na wolności, wracają do swojego środowiska.

Problem leży w systemie opieki psychiatrycznej i braku skutecznego nadzoru nad takimi osobami. Jak zauważa pani Karolina, samemu sprawcy też można współczuć, bo to choroba niszczy mu życie.

Oby się udało chłopakowi pomóc, bo schizofrenia nie wybiera. Warto by było spojrzeć na to szerzej i znaleźć jakieś systemowe rozwiązanie. W jego przypadku musiałby mieć jakiś nadzór, aby ktoś pilnował, by brał leki. Wtedy jest normalnym człowiekiem 

- komentuje mieszkanka.

Bez ubezwłasnowolnienia lub sądowego nakazu leczenia w warunkach zamkniętych, tacy ludzie po ustabilizowaniu stanu zdrowia wracają do społeczeństwa. Często odstawiają leki i spirala agresji nakręca się od nowa.

Kluczowe jest składanie zawiadomień na policję w stosunku do zachowania takich osób. Tylko wówczas udaje się zrobić coś więcej niż tylko tymczasowe zatrzymanie.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%