Służby wystawiły akt zgonu mężczyźnie, który żył. W jego rodzinnym grobie pochowano obcą osobę. W październiku, gdy lokator wrócił do swojego mieszkania na północnym Ursynowie, sąsiedzi myśleli, że to... duch.
- Ludzie myśleli, że nie żyję. Zorganizowano mi nawet pogrzeb, gdzie rzekomo moje prochy pochowano w rodzinnym grobie. Kiedy wróciłem na osiedle, ludzie dziwnie się patrzyli, a ja nie wiedziałem, o co im chodzi. Wszyscy znajomi mówią mi teraz "cześć, nieboszczyk", "hej, zmartwychwstaniec", ale ta historia wcale nie jest zabawna - mówi Jarosław.
Niedawno sąd unieważnił akt zgonu, który wystawiono mu wiosną tego roku. O sprawie pisze "Gazeta Stołeczna" w artykule Michała Żyłowskiego.
Historia zaczyna się w kwietniu tego roku, gdy wezwane służby przyjeżdżają do bloku przy metrze Ursynów. Wyłamują zamki w drzwiach jednego z mieszkań, w salonie znajdują zwłoki w stanie zaawansowanego rozkładu. Lekarka wpisuje w akcie zgonu dane pana Jarosława.
Wcześniej telefon z informacją o śmierci Jarosława odebrała jego była żona. - Pojechałam na miejsce. Jeden z policjantów powiedział mi, że ciało zdążyło się rozłożyć i właściwie nie byłabym w stanie rozpoznać, kto zmarł. Nikt mi nie kazał, a sama nie chciałam oglądać zwłok. Na całej klatce unosił się odór, który pamiętam do dzisiaj. Spędziłam tam cały dzień, czekając na lekarkę, która dotarła wieczorem - wspomina Elżbieta w rozmowie z "Wyborczą".
Policja twierdzi jednak, że oględzin dokonano. - Osoba najbliższa dla denata zidentyfikowała ciało i potwierdziła jego tożsamość - napisał w mailu do "Wyborczej" Robert Koniuszy, rzecznik prasowy mokotowskiej komendy. W mieszkaniu znaleziono prawo jazdy Jarosława sprzed 17 lat. Prokuraturze to wystarcza i wydaje rodzinie ciało do pochówku.
4 czerwca Jarosław (żywy) wraca do swojego mieszkania. Skończył odbywać odsiadkę w areszcie za zaległe alimenty. Sąsiedzi traktują go jak ducha. Przypomina sobie, że przed pójściem do więzienia przekazuje klucze znajomemu bezdomnemu, schorowanemu koledze Wojciechowi. Po powrocie z aresztu Jarosław nigdzie go nie spotkał, jego dawny szef potwierdził, że od dawna go nie było w pracy.
Po kilku telefonach sąsiadek na policję, służby spotykają się z Jarosławem i już wiedzą, że doszło do pomyłki. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów wystąpiła od sądu o unieważnienie aktu zgonu pana Jarosława. Od 25 października znów oficjalnie istnieje. W toku śledztwa ustalono, że zmarłym jest przyjaciel 59-letni Wojciech - pisze "Gazeta Wyborcza".
Sąsiadka znęcała się nad psem. Co zrobiła policja?
poproszę dane tej mendy
vendetta
19:52, 2026-05-16
O.S.T.R., Grammatik i Paluch na Ursynowie
Zwariował świat, który mnie wychował Gorąco wspominam chłopaków z Mokotowa Z biegiem lat każdy w coś się wpakował Terapia odwykowa penitencjał Wiesz głowa skur*ysyn wszystkich przypucował Kiedy typ był na skręcie psy mu dały towar I zmiękł w tym momencie łańcuch pękł Eh to jest świat SND Poza tym może ktoś wie co się stało Dlaczego życie wokół mnie zwariowało Czy to wszystko dlatego, że mi się udało Zamiast co u ciebie ile płyt się sprzedało Zabolało Ale pier*olę cię Tak być musiało Numer ja WFD Całe dnie na ławce czekając na Zbawcę To nie my to świat w którym żyjemy tak Zapraszam cię do mego świata...
szejset
18:18, 2026-05-16
Ale weekend na Ursynowie! Noc muzeów i wysyp garażówek
No gdzie ta lista?
Monique
14:42, 2026-05-16
Sąsiadka znęcała się nad psem. Co zrobiła policja?
Jak można tak postępować z biednym , chorym pieskiem ? Czy ta kobieta ma jakieś uczucia ? Powinna zostać ukarana za to okrucieństwo!
Wbjs
13:00, 2026-05-16
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
26 2
Pokaz indolencji milicji. Jakby wrzucili dane na bęben to od razu wyskoczyłoby miejsce pobytu właściciela. Ale łatwiej jest napisać bajki o identyfikacji zwłok i kolejna sprawa zamknięta bez wysiłku. Straszne.
Pozostałe komentarze
5 0
hmm, a co z alimentami? Bo była małżonka to chyba już pogodzona z tym, że ich nie będzie.
6 1
Chłop pokpił sprawę. Powinien wziąć na siebie fafnaście kredytów bankowych, odwiedzić też wszystkich lichwiarzy udzielających chwilówek, potem zgarnąć całą tę kasę i wyjechać do Tajlandii. Tam przeczekać, aż wszystko zostanie umorzone z powodu zgonu kredytobiorcy. Następnie jeszcze parę lat, żeby upłynął okres przedawnienia tych długów w wypadku, gdyby był żywy a potem spokojnie wrócić. Albo i nie :)
8 0
A jak miał je wziąć skoro w systemie był trupem?
1 0
@Boom A ty myślisz, że banki i lichwiarze dostają jakieś centralne powiadomienia o każdym zgonie? W Polsce co roku umiera około pół miliona osób. Gdyby banki miały to wszystko obrobić, nic innego by nie robiły. O zgonie klienta dowiadują się wtedy, kiedy rodzina zgłosi się po kasę na koncie. Jeżeli typ był oficjalnie martwy, ale miał jakieś wpływy albo zdolność kredytową na podstawie wpływów na przestrzeni lat, to mógł się kredytować pod korek :) U lichwiarzy miałby jeszcze łatwiej, bo u nich nawet nie trzeba wykazywać żadnej zdolności. Dużo by u nich pewnie nie wytargował, ale lepszy rydz niż nic.
1 0
A nie wydaje Ci się, że jego PESEL by nie przeszedł w systemie? Wydaje mi się, że bank odpytuje bazę danych PESEL by właśnie nie było kredytów na zmarłych.
6 0
Ale się wszyscy wysilili przy identyfikacji zwłok. Szczęka opada.
3 0
Czyli podsumowując władza administracyjna naszego kraju trzyma w areszcie człowieka a potem ta sama władza stwierdza że jest on w dwóch miejscach na raz. Super. Ten. Nasz. Kraj. To już pewnie mniejszy burdel jest w Afryce.
0 0
Ale jaja...
2 0
po co się ujawniał, mógł żyć incognito i jako zmarły wszystko miałby w dupie, dla systemu byłby niewidzialny
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz