Zacznę od pytania osobistego. Od dzieciństwa chciał Pan zostać strażakiem? To marzenie chyba wielu małych chłopców.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Leszek Borlik: Nie, od dzieciństwa chciałem być marynarzem! I to mi się udało. Pływałem w Marynarce Wojennej, byłem sternikiem manewrowym, dowódcą drużyny sterników. Pływałem między innymi na żaglowcu Marynarki Wojennej ORP „Iskra". Morze Śródziemne, kierunki północne, Norwegia, wokół Europy. To była jednostka elitarna -mało marynarzy, dużo słuchaczy, więc załoga musiała działać prężnie. Mnie to fascynowało.
W późniejszym czasie wróciłem do drugiego pomysłu, czyli strażaka. To był plan alternatywny. I tak wyszło: z wody do ognia.
I jak długo już Pan służy w straży pożarnej?
W straży pożarnej 25 lat. W służbie mundurowej 30 lat. I to jest mój ostatni rok służby - odchodzę na emeryturę z końcem lipca.
To rozmawiamy w wyjątkowym momencie. Co Pan planuje po emeryturze?
Jestem przewodnikiem motocyklowym. Razem z kolegą założyliśmy Motoguide - organizujemy wyprawy. Najdalej byłem w Dakarze - 7 tysięcy kilometrów z Warszawy, przez Alpy, Gibraltar, Maroko, Mauretanię, Senegal. W zeszłym roku Gruzja i Armenia. Staramy się wybierać kierunki nieoczywiste.

Pomówmy o ursynowskiej Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 17, w której się znajdujemy. Ilu strażaków pracuje na Ursynowie, jaki obszar zabezpieczacie i ile macie zgłoszeń?
Jeśli chodzi o strażaków bezpośrednio związanych z interwencjami to mamy 45 etatów, po 15 na zmianę. Faktyczną służbę każdego dnia pełni jednak 9 strażaków - to nasz skład podstawowy. Obszar chroniony sięga od Piaseczna do Dolinki Służewieckiej i od torów kolejowych przy Dawidach do Skarpy Ursynowskiej - to około 150 tysięcy mieszkańców. Interwencji rocznie mamy od 1000 do 1500. Nie ma stałego schematu dziennego, może być dzień bez wyjazdu, a może być dzień z dwudziestoma wyjazdami.
Jest taki dzień, że jedzie Pan do pracy i czuje Pan, że "dziś się będzie działo"?
Nie nastawiam się. Wiem, że każdego dnia może coś się wydarzyć. Oby jak najmniej! Choć mieliśmy już przypadki nadzwyczajne i najmniej oczekiwane np. lądowanie awaryjne na Okęciu i byliśmy bezpośrednio z tym związani.
To było słynne lądowanie kapitana Wrony 1 listopada 2011 roku...
Tak. Byłem tego dnia w służbie jako pomocnik oficera operacyjnego i byłem na lotnisku Okęcie. 1 listopada, cała Polska na to patrzyła!
Straż pożarna chyba powinna zmienić nazwę, bo tych pożarów to tak naprawdę jest tyle, co kot napłakał. Czym Wy się głównie zajmujecie?
Główne zdarzenia to tak zwane miejscowe zagrożenia. To jest wszystko: od ratownictwa drogowego, usunięcia plamy oleju, wydobycia zwierzęcia, po zabezpieczenie miejsca zdarzenia. To jest 70 - 80% naszych działań.
Zawsze duże poruszenie wywołują pożary samochodów elektrycznych. Czy to się zdarza coraz częściej, czy to mit?
Paradoksalnie takich pożarów jest bardzo mało - są pojedyncze. Ale trwają znacznie dłużej. Przy zwykłym samochodzie wystarczy chwila podania wody i mamy sytuację opanowaną. Przy elektryku pożar trwa, rozwija się, coraz więcej osób to widzi - i zasięg rośnie. Dlatego bardziej zapada w pamięć.

Skoro jesteśmy przy elektronice... Były na Ursynowie przypadki pożaru powerbanku w plecaku oraz pożaru spowodowanego przez ładowarki.
Te przypadki są związane z nieostrożnością, niestosowaniem się do instrukcji producenta, podkręcaniem mocy ogniw, przyspieszaniem ładowania. Telefon podczas ładowania wydziela ciepło. Nie należy go kłaść między poduszki, gdzie wymiana termiczna jest zakłócona. Urządzenie nie może oddać ciepła i może dojść do zapalenia.
Czyli ładowanie zawsze pod nadzorem i certyfikowaną ładowarką?
Dokładnie. Jeżeli postępujemy zgodnie z zaleceniami producenta, urządzenie działa bezpiecznie. Jeżeli zaczniemy je modyfikować, sami tworzymy zagrożenie.
Jak wiele interwencji opóźnia się przez to, że nie możecie na Ursynowie dojechać do miejsca zdarzenia?
To znaczne utrudnienie, zwłaszcza przy pożarach wielokondygnacyjnych. Jeżeli mamy przejezdną drogę, działamy dwutorowo - z zewnątrz przez drabinę i od środka przez klatkę schodową. Jeżeli nie możemy dojechać, musimy biec z kilkunastoma odcinkami węży, wchodzić na piętro. To wydłuża czas dotarcia i ogromnie obciąża fizycznie strażaka. Tymczasem tam, na górze, płonie i coraz bardziej płonie...
Problem dotyczy całego Ursynowa, czy są osiedla, które modelowo rozwiązały sprawę?
Zawsze znajdzie się miejsce, gdzie coś jest nie tak. Ktoś zostawi samochód na zakręcie, bo "tam jest szeroko". Tylko szeroko jest tam dlatego, żeby duży samochód mógł się złożyć w zakręt. A jak tam stanie osobówka, to ciężarówka strażacka nie ma już możliwości złamania się i jesteśmy uziemieni.
Spółdzielnia "Przy metrze" wymalowała kilka lat temu żółtymi pasami drogi pożarowe. Dziś już zresztą w wielu miejscach niestety niewidoczne. Czy takie oznakowanie działa?
Taki sposób bardzo ułatwia. Były też osiedla, gdzie ładnie urządzono dziedziniec z dekoracyjnymi kamieniami na narożnikach. W trakcie akcji wyszło, że te kamienie utrudniają manewrowanie. Udało się to szybko zobrazować administratorowi i kamienie zostały przesunięte.
Czy administratorzy powinni konsultować z Wami zmiany na wewnętrznych drogach dojazdowych?
Każdy odbiór budynku odbywa się z udziałem funkcjonariusza Państwowej Straży Pożarnej. Nasz samochód przyjeżdża, sprawdzamy, czy można dojechać, zawrócić, czy mamy dostęp do wszystkich kondygnacji. Administrator dostaje informację czy budynek spełnia wymagania. Co się dzieje później, w trakcie użytkowania, to już wynika z pozostawienia sobie samemu tego, co się dzieje w otoczeniu.

Jak otwarcie tunelu Południowej Obwodnicy Warszawy i całej trasy S2 wpłynęło na liczbę Waszych interwencji?
Widać to wyraźnie na Dolince Służewieckiej - ruch jest znacznie mniejszy. Skrzyżowanie Nowoursynowskiej z Dolinką było kolizyjne, były tam lewoskręty i konieczność przekraczania Dolinki. Ten ruch został teraz ukierunkowany obwodnicą. Odcinkowy pomiar prędkości w tunelu też ruch stabilizuje.
To chyba zaskakujące. Chyba każdy spodziewał się, że w tunelu będzie dochodzić do częstych zdarzeń?
Mogłoby tak być, gdyby ruch nie był unormowany i gdyby były tam duże różnice prędkości. Natomiast jeżeli ta rzeka przepływa jednostajnie i równomiernie, to nie następuje turbulentny przepływ. I to jest korzystne.
Mieszkańcy narzekają na głośne syreny służb w nocy. Echo się niesie po blokowiskach i ludzie nie mogą spać. Czy coś można z tym zrobić?
Jesteśmy zobligowani do używania jednocześnie sygnałów dźwiękowych i świetlnych podczas jazdy alarmowej. Reguluje to prawo o ruchu drogowym. Jeżeli opuścimy drogę publiczną i dojedziemy na drogę osiedlową, to syreny wyłączamy. Natomiast na drogach publicznych, przy skrzyżowaniach ich używanie to obowiązek i nasze bezpieczeństwo.
Nawet gdy droga jest pusta - procedura jest jednakowa. Kierowca musi skupić się na jeździe, dowódca na rozwijającej się sytuacji. Nie ma możliwości, żeby ktoś na bieżąco analizował, czy akurat teraz ktoś wjechał na drogę.
Czy wszechobecne ronda i tendencja do zwężania ulic utrudniają dojazdy strażakom?
Rondo czy łuki są mniejszym czynnikiem spowalniającym niż progi zwalniające. Mamy u siebie od dwóch do dwudziestu ośmiu ton wody w cysternie. Jeżeli między osiedlami jest sześć, siedem wjazdów i przed każdym spowalniacz, poruszamy się bardzo wolno. Jeżeli natomiast spowalniacze pozwalają na płynny przejazd, to i my płynnie je pokonamy. Dobre progi są to te zrobione pod kątem autobusów.

Jest Pan strażakiem z ogromnym doświadczeniem. Czy jest interwencja, która zapadła Panu w pamięć szczególnie?
Każdy strażak ma taką interwencję, która gdzieś w nim zostaje. Przy tak dużej liczbie zdarzeń mogę ich mieć więcej niż jedną. Jesteśmy tylko ludźmi i tak samo odczuwamy wszystkie te bodźce, przy których musimy podjąć czynności.
Czy częsty widok śmierci nie przestaje Was "ruszać"?
To tak nie działa. Procedura i wyszkolenie powodują, że jesteśmy przygotowani do działania, wchodzimy w nie sprawnie i szybko. Natomiast refleksja przychodzi dopiero później. Dlatego mamy tzw. debriefing - siadamy razem i analizujemy całą sytuację. Przy szczególnie obciążającej akcji przyjeżdża psycholog. Każdy z nas widział zdarzenie z innego punktu. Jeden musiał włożyć tam ręce, drugi patrzył, trzeci wydawał polecenia. Usłyszenie tego werbalnie, w zespole, pozbycie się emocji, bardzo pomaga.
Straż pożarna bije rekordy zaufania społecznego, wyprzedzacie wszystkie służby mundurowe. Skąd się to bierze?
Z kilku czynników. Pierwsze - nastawienie strażaka na ratowanie ludzi, mienia i zwierząt. To nasz główny cel. Po drugie empatia. Trzecie - gotowość i szybkość wejścia do akcji. Zawsze jesteśmy tam, gdzie nas potrzeba, w jak najkrótszym czasie. To powoduje, że zbieramy pozytywne punkty. Zdarzają się też akcje, które nie pójdą szablonowo. Mówię choćby o pożarze escape roomu. Ale główne założenie: "Chronić i ratować" - wypełnia nas w całości.
Czy macie problemy z kadrami tak jak policja czy straż miejska?
Wszystkie nabory w warszawskiej Straży Pożarnej są obłożone po trzy, cztery osoby na jedno miejsce. Etaty są zawsze uzupełniane, każde odejście na emeryturę jest planowane odpowiednio wcześniej.
A jak wygląda kwestia sprzętowa? Państwo nie żałuje pieniędzy podatników na Wasze wyposażenie?
W zeszłym roku wpłynęły bardzo duże środki z Funduszu Modernizacji "Straż Plus" oraz ze środków na ochronę ludności. W Warszawie wszyscy dowódcy wspólnie katalogujemy potrzeby, każdy rejon ma swoją specyfikę. W zeszłym roku wymieniliśmy narzędzia hydrauliczne na elektryczne - mobilność sprzętu wzrosła, możemy z nim dotrzeć do trudnych miejsc, działać bezpośrednio w metrze. Technologia kroczy naprzód i my za nią nadążamy.
Mamy robota gaśniczego Colossusa. To jeden z największych w Polsce. Niejednokrotnie uczestniczył w gaszeniu pożarów obiektów magazynowych, czyli tam, gdzie ryzyko zawalenia jest zbyt duże, by wprowadzić strażaka, wprowadzamy robota. Nie narażamy nikogo, a on może skutecznie prowadzić działania z wnętrza obiektu.

4 maja jest Międzynarodowy Dzień Strażaka, a warszawska straż obchodzi w tym roku 190-lecie. Czego Wam życzyć z okazji tego święta? Czego Pan sam by życzył straży pożarnej po 30 latach służby?
Podstawowe życzenie dla strażaka to tyle samo powrotów, ile wyjazdów. I to jest w zasadzie wystarczające. Jeżeli wróciliśmy, to znaczy, że zadanie zostało wykonane i wszyscy jesteśmy cali. Zależy nam na tym, żeby raczej pojechać i komuś pomóc, niż ratować go z poważnej opresji.
A co chciałby Pan powiedzieć mieszkańcom Ursynowa? Czego od nich oczekujecie i kiedy dzwonić po pomoc?
Od mieszkańców oczekujemy jedynie rozwagi i refleksji: czy mój pojazd, moje zachowanie nie spowoduje dla kogoś zagrożenia? Stawiając samochód pod klatką czy w przejściu, możemy utrudnić dostęp do pomocy wtedy, gdy sami jej będziemy potrzebować. Miejmy zawsze tę refleksję: czy to, co robię, może mieć negatywny wpływ, jeśli coś się wydarzy. A mieszkańcom życzę przede wszystkim tego, żeby zawsze bezpiecznie mogli się przemieszczać i bezpiecznie wracać do swoich domów.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Dziękuję za rozmowę.
Narkotykowy magazyn pod nosem sąsiadów. 18 kg marihuany
Pewnie adwokat albo sędzia. W palestrze lubią sobie przykirać i pojeździć mercedesem 230 na godzinę. Sędziowie zaś tradycyjnie pół litra i za kółko.
XD
19:29, 2026-05-06
Sąsiedzki zryw w Sadku Natolińskim. Petycja ws. placu
Spółdzielnia Wyżyny we wszystkim jest na nie, wszystko jest problemem. Dlatego najlepiej nic nie robić. Efektem jest zastój w zasobach Spółdzielni i brak dbałości o estetykę osiedla oraz jak powyżej - brak troski o potrzeby mieszkańców.
Gax
19:19, 2026-05-06
Smutny bilans majówkowych imprez w Lesie Kabackim
Mam nadzieję, że policja będzie konsekwentna. Tylko kary są w stanie przekonać gawiedź do odpowiednich zachowań.
Adam
16:20, 2026-05-06
Sąsiedzki zryw w Sadku Natolińskim. Petycja ws. placu
Członek zarządu spółdzielni twierdzi, że jako użytkownik wieczysty spółdzielnia może oczekiwać działania właściciela jakim jest miasto? Kretyn czy oszust? To za co wnoszą opłaty???
Grad :(
14:37, 2026-05-06
2 0
Panowie i Panie z JRG17 pełna profeska.
3 0
jedyna miejska instytucja, co nie odsyła do innej: tylko sama niezwłocznie rusza z pomocą ❤️ DZIĘKUJĘ
4 0
Niestety, ale w powodu fanaberii burmistrza wozy bojowe straży pożarnej mają problemy z przejazdem przez wąskie gardło centralnego odcinka ul. Płaskowickiej.
0 0
Proponuję przegląd dróg dojazdowych do budynków mieszkalnych.
Bezpieczeństwo w budynkach najbliższych ratusza i metra jest zagrożone.
O czym my rozmawiamy. Z jednej strony wojna, pożary , nietypowe zmiany klimatyczne , a z drugiej zarządzanie które powoduje niszczenie elementarnych
warunków bezpieczeństwa dla ludności. Przepisy , zasady, prawa fizyki stosowane tak jak oni je rozumieją.
od tego trzeba zacząć. Powtórzyć szkołę gimnazjalną , potem matura do powtórki.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz