Wiadomości

Zamknij

Babiniec. Nowe miejsce dla sąsiadów z Ursynowa. Co się tu dzieje?

Sławek Kińczyk Sławek Kińczyk 10:16, 04.04.2026 Aktualizacja: 17:51, 03.04.2026
Babiniec. Nowe miejsce dla sąsiadów z Ursynowa. Co się tu dzieje? Po prawej Katarzyna Nowocień, prezes Fundacji Babiniec, po lewej Katarzyna Kłosińska, menager ds. artystycznych (SK)

Na mapie Ursynowa jest miejsce, które wymyka się prostym definicjom. Choć nazwa sugeruje przestrzeń zarezerwowaną dla pań, pod dachem „Babińca” spotykają się całe rodziny, artyści i osoby szukające autentycznego kontaktu z drugim człowiekiem. O trudnych początkach w czasie pandemii, pasji do judo i budowaniu wspólnoty, która leczy samotność, rozmawiamy z Katarzyną Nowocień – „kobietą pracującą”, która żadnego wyzwania się nie boi!

Co było impulsem do założenia tego miejsca? Czy na Ursynowie brakowało przestrzeni dedykowanej specjalnie kobietom?

Katarzyna Nowocień: Na lokalnym rynku działam już od 20 lat. Zaczynałam w Uczniowskim Klubie Sportowym, gdzie przez lata trenowałam dzieciaki. Niestety pandemia mocno nas doświadczyła – liczebność grup spadła, instruktorzy odeszli, wszystko zaczęło się sypać. Sama jestem w podobnym wieku co nasze obecne klientki i w pewnym momencie uznałam, że nadszedł czas na kobiety. Na osoby, które mają już tę życiową dojrzałość i świadomość, że w końcu mogą zrobić coś dla siebie.

Rok temu dojrzałam do założenia fundacji, by połączyć moje wszystkie doświadczenia w jedną, wspierającą przestrzeń.

Dlaczego akurat „Babiniec”? Ta nazwa kojarzy się raczej z babskimi ploteczkami niż z fundacją...

Początkowo oferta miała być skierowana wyłącznie do pań, ale życie szybko zweryfikowało te plany – panowie zaczęli pchać się do nas drzwiami i oknami! Nie mamy funduszy na całkowitą zmianę brandingu, więc czasem z uśmiechem dopisuję flamastrem na plakatach, że zapraszamy nie tylko kobiety. Dziś promujemy się po prostu jako miejsce rozwoju i wsparcia. Co ciekawe, nazwa okazała się na tyle chwytliwa, że w kontaktach z innymi organizacjami pozarządowymi nie muszę nawet tłumaczyć, czym się zajmujemy – od razu zapadamy w pamięć.

Naszym statutowym celem jest dbanie o dobrostan całych rodzin i wszystkich mieszkańców Ursynowa.

Sztuka, zdrowie i walka z samotnością

Wspomniała Pani o „dobrostanie”. Co dokładnie kryje się w ofercie Babińca?

Stawiamy na podejście holistyczne. Współpracujemy z fizjoterapeutami i osteopatami, dzięki czemu nasze zajęcia ruchowe są ukierunkowane na realne wzmacnianie organizmu. Mamy też silną nogę artystyczną – w naszej kawiarence stworzyliśmy galerię. Organizujemy również wernisaże. Chcemy wspierać twórców amatorów i wyciągać z domowego zacisza talenty, które dotąd trafiały wyłącznie „do szuflady”.

Dajemy im przestrzeń, by mogli pokazać swoją pasję szerszej publiczności.

Czy Ursynów rzeczywiście potrzebuje takiego miejsca? Wydawałoby się, że oferta kulturalna dzielnicy jest przebogata...

Zapotrzebowanie jest ogromne, bo po pandemii bardzo potrzebujemy drugiego człowieka. Ursynów to specyficzna dzielnica – wielu młodych mieszkańców nie ma tu na miejscu rodziny, z kolei starsi często czują się osamotnieni, bo ich dzieci wyjechały za granicę. Choć nasza lokalizacja jest nieco ukryta i czasem ciężko do nas trafić, to właśnie ta cisza i spokój są naszymi największymi atutami.

To miejsce tworzą ludzie i robimy wszystko, by każdy – bez wyjątku – czuł się u nas dobrze.

Finansowa gimnastyka: Między pasją a czynszem

Prowadzenie fundacji to jednak nie tylko misja, ale i twarda ekonomia. Jak udaje się Wam utrzymać tak duży lokal?

To codzienna, trudna walka. Gdyby nie to, że działam częściowo komercyjnie, fundacja nie miałaby racji bytu. Kawiarenka opiera się na zasadzie fundraisingu – dochód z niej pomaga nam w jakimś stopniu opłacić czynsz. Tak naprawdę sama jestem głównym darczyńcą fundacji, bo to moja prywatna firma finansuje większość działań społecznych. Marzę o tym, by Babiniec rozwinął się na tyle, by lokal mógł zarobić na siebie samodzielnie. W dzisiejszych czasach żadnej pracy się nie boję – z wykształcenia jestem informatykiem, z zamiłowania trenerem judo, a żeby utrzymać to miejsce, zajmuję się nawet stylizacją paznokci!

A może Babiniec stałby się Miejscem Aktywności Lokalnej? Co Pani o tym sądzi?

Zawsze mam w zanadrzu plan B i C. Problem z dotacjami polega na braku ciągłości – projekt kończy się w grudniu, a na nowe środki czeka się miesiącami, podczas gdy rachunki trzeba płacić co miesiąc. Mamy jednak idealne warunki pod MAL: duże, mobilne sale, kawiarnię i lokalizację w rejonie Ursynowa, gdzie brakuje takich punktów spotkań. To na pewno kierunek wart rozważenia w niedalekiej przyszłości.

Kogo zatem dziś zapraszacie w swoje progi?

Każdego, kto czuje się samotny, potrzebuje profesjonalnych zajęć albo po prostu fajnego klimatu i dobrej kawy. Szukamy też wolontariuszy – już teraz współpracuje z nami doula prowadząca kręgi dla kobiet w ciąży oraz osoba wspierająca rodziców dzieci w spektrum autyzmu. W ramach łączenia pokoleń dołączyły do nas również dwie osoby, które mocno wspierają działania Fundacji - Ania i Zuzia (przedstawicielka młodego pokolenia). Chciałabym również stworzyć u nas wolontariat senioralny, gdzie Panie mogłyby np. uczyć innych szydełkowania przy wspólnej rozmowie. Jesteśmy otwarci na każdego, kto chce razem z nami budować tę społeczność!

Dziękuję za rozmowę!

O tym, co dzieje się w Babińcu przy ul. Grzegorzewskiej 2a na Ursynowie można się dowiedzieć z profilu Fundacji na Facebooku.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop

OSTATNIE KOMENTARZE

0%