Pytanie pierwsze: czy jest Galimatias?
Galimatias to przede wszystkim spotkanie. Spotkanie ludzi ogarniętych pasją tworzenia własnego teatru. Zaryzykuję stwierdzenie, że to zlot znajomych; albo starych znajomych, od lat spotykających się na teatralnym szlaku, albo nowych znajomych, którzy za chwilę do tych starych dołączą.
Ale Galimatias to również konkurs, współzawodnictwo, przegląd tego, co najciekawsze w niezawodowym teatrze w danym sezonie. Specjalnie używam określenia „niezawodowym”, bo określenie „amatorski” w Polsce kojarzy się pejoratywnie, a to szalenie krzywdzące dla spektakli goszczących na scenie DOK Ursynów. Spektakli, które bardzo często stoją na poziomie znacznie wyższym od produkcji profesjonalnych – wystarczy spojrzeć na laureatów ostatnich edycji.
Jeszcze klika lat temu „Galimatias” odbywał się w Teresinie, teraz zadomowił się w stolicy. Czym różni się „Galimatias” od „Galimatiasu Ursynowskiego”?
Jeśli chodzi o atmosferę, jego ducha, czy myśl przewodnią, to właściwie niczym – formuła festiwalu nadal jest otwarta na wszelkie rodzaje wypowiedzi teatralnej i to bez podziału na wiek uczestników, czy formę wypowiedzi scenicznej . Nadal uważamy, że teatr nie dzieli się na awangardowy i dekadencki, nowoczesny i tradycyjny, amatorski i zawodowy, tylko na dobry i nie dobry. A staramy się prezentować i promować tylko ten dobry.
Z kolei to, że Galimatias odbywa się od kilku lat na warszawskim Ursynowie poszerzyło znacznie możliwości prezentacji spektakli. Dzięki scenie przy Kajakowej 12b realnym stało się prezentowanie nawet bardzo wymagających pod względem techniki scenicznej spektakli, co w poprzednim miejscu – Teresińskim Ośrodku Kultury - było zwyczajnie niemożliwe.

Wspomniał pan o współzawodnictwie. Kto będzie arbitrem w tegorocznych zmaganiach?
Tradycyjnie osobą pełniącą rolę nie tylko arbitra, Dyrektora Artystycznego, ale również Sekretarza Jury i animatora festiwalowych dyskusji i omówień będzie Katarzyna Rospędowska. Do tradycji zaliczyć już można udział w komisji jurorskiej naszych panów – aktora, producenta, improwizatora Jacka Suta i Gustawa Puchałę, członka Towarzystwa Kultury Teatralnej. Po raz pierwszy natomiast do grona arbitrów zaprosiliśmy panią Ernestynę Winnicką, aktorkę z ogromnym dorobkiem scenicznym, a jednocześnie osobę od lat współtworzącą środowisko teatrów niezawodowych.
Czy oprócz zmagań teatralnych czeka nas coś jeszcze?
Najnowszą innowacją wprowadzoną przez członków Teatru Kapslok jest organizowany w sobotni wieczór konkurs „Karaoka” – błąd w pisowni zamierzony. To osobny konkurs wokalny dla uczestników festiwalu, będący dla nich swoistą platformą integracyjną, w którym talent do śpiewania nie jest najważniejszym kryterium dobrej zabawy.
Równie świeżym pomysłem jest tak zwany pokaz mistrzowski, zainicjowany w zeszłym roku entuzjastycznie przyjętym monodramem Joanny Szczepkowskiej. W tym roku w niedzielne popołudnie na zakończenie zmagań festiwalowych gościć będziemy Łukasza Lewandowskiego z monodramem „Historia Jakuba” wg dramatu Tadeusza Słobodzianka i w reżyserii Aldony Figury.
Nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić Państwa na XXIII Ogólnopolski Przegląd Teatrów Niesfornych GALIMATIAS URSYNOWSKI, który odbędzie się w Dzielnicowym Ośrodku Kultury URSYNÓW w dniach 21-23 listopada. Szczegółowy program imprezy będzie dostępny na stronach internetowych DOK Ursynów oraz festiwalu GALIMATIAS.

Rock, kolędy i pomoc. Tak zagra WOŚP na Ursynowie
Boże miej nas wszystkich w swojej opiece...
Somsiad
13:22, 2026-01-05
Blisko 90 tys. zł za remont… którego nie widać?
Nic się nie stało bo to tylko kwintesencja $%&*$%&$* u władzy, norma ko!
Pasztecik
12:52, 2026-01-05
Blisko 90 tys. zł za remont… którego nie widać?
Wiedziałem, że będzie można liczyć na komentarz jakiegoś malkontenta-marudy, który napisze, że chałupniczo ze szwagrem zrobiliby to za 1/3 ceny i zostałoby jeszcze na flaszkę. Do tego tradycyjne rzucanie pomówień, że na pewno wziął ktoś w łapę. Klasyczne "nie wiem", ale się wypowiem. Dobrze, że nie napisał, że wydrukowanie tego w drukarce 3D by kosztowało tysiąc złotych.
AntyJanuszex
12:28, 2026-01-05
Blisko 90 tys. zł za remont… którego nie widać?
Oho. Niby niewidzialna, a jednak widać. Mówię o "niewidzialnej ręce szwagra". 87 tysięcy wywalone na coś, co zgodnie z zamysłem samego twórcy miało się zmienić w proszek. Bo chyba o to mu chodziło, skoro wykonał swoje dzieło z materiału, który tak właśnie reaguje na upływ czasu? Ale jako "miś" - znakomite. Bo to można było zrobić całkiem od nowa. Policzmy - formatka blachy stalowej ryflowanej 1500 x 3000 mm (10 mm grubości - na bogato) - 4548 złotych z dostawą. Wycięcie tych literek pewnie z 6 - 7 tysięcy, ploter grawerujący może by i dał radę. Ale dobrze, niech będzie z 10 kafli. Potem to pospawać i wypolerować - a co tam, dajmy 15 tysięcy. Niech spawacz ma. Podliczone, krecha, wychodzi 30 tysiaków z napiwkiem dla kuriera. Na co poszło 87 tysiaków, jeden tylko urzędas i śwagier wiedzą :P
Irfy
12:11, 2026-01-05