Dla biegaczy amatorów start w Londynie to „Święty Graal”. Impreza ta, będąca częścią prestiżowego cyklu World Marathon Majors, jest niemal niedostępna dla przeciętnego śmiertelnika ze względu na gigantyczną liczbę chętnych. Łukasz Szymanek, na co dzień trenujący w naszej dzielnicy, udowodnił jednak, że statystyka czasem bywa łaskawa.
To był zupełny przypadek! Zawsze chciałem przebiec maraton i w ubiegłym roku pokonałem trasę Maratonu Warszawskiego. Wcześniej jednak zobaczyłem, że można zapisać się na losowanie w Londynie. Niektórzy biorą w nim udział przez dziesięć lat i nie zostają wybrani. Ja zapisałem się raz, zupełnie przypadkiem.
Kliknąłem, a potem okazało się, że wylosowano mnie spośród miliona trzystu osób. To jak wygranie w Totka. Mówię: no to jadę!
- mówi Łukasz.

O tym, że pobiegnie w stolicy Wielkiej Brytanii, dowiedział się jeszcze przed swoim debiutem w stolicy Polski. Jak sam przyznaje, informacja ta zmotywowała go do sprawdzenia własnych sił w Warszawie, by upewnić się, czy w ogóle poradzi sobie z morderczym dystansem.
Tegoroczny London Marathon zapisał się już w historii lekkoatletyki - to właśnie tutaj Sabastian Sawe dokonał niemożliwego, kończąc bieg z czasem 1:59:30 i oficjalnie łamiąc barierę dwóch godzin. Jednak kilkanaście fal startowych za plecami elity, tysiące amatorów przeżywało swój własny, sportowy spektakl, w którym to nie stoper był najważniejszy.
Nie biegłem dla czasu, lecz dla niepowtarzalnej atmosfery.
Przez całe 42 kilometry kibice stoją za barierkami - jest ich tylu, że trudno się tam dopchać. Wszyscy są na pełnej mocy! Ludzie stoją tam od rana aż do samego końca i dopingują wszystkich biegaczy. Londyn po prostu żyje maratonem, to coś niesamowitego!
- relacjonuje Łukasz Szymanek.

Trasa wiodła przez najbardziej ikoniczne punkty miasta: od Greenwich, przez Tower Bridge, aż po nowoczesne Canary Wharf. To właśnie tam, wśród szklanych wieżowców, zawodnicy musieli zmierzyć się z nieoczekiwanym problemem.
Tam zegarek zaczyna szaleć! GPS na zmianę łapie i gubi zasięg, bo jest bardzo dużo wysokich budynków
- dodaje Ursynowianin.
Pokonanie morderczego dystansu w Londynie to sukces, który został wypracowany na lokalnych ścieżkach. Zamiast obozów kondycyjnych, Łukasz Szymanek postawił na ursynowskie klasyki, które zna każdy biegacz z naszej okolicy.
Trenowałem oczywiście na Ursynowie, głównie wokół SGGW, gdzie mamy swoją trasę. Biegam też między Ursynowem a Wilanowem, aż do Kabat. Lubię też trasę na lotnisko, bo uwielbiam samoloty. Biegnę tam i z powrotem, przedłużając sobie trasę w okolicach naszej dzielnicy
- mówi Szymanek.

London Marathon to nie tylko sport. To także największa, jednodniowa zbiórka funduszy na świecie. Tegoroczną oficjalną organizacją charytatywną London Marathon (tzw. Charity of the Year) była fundacja Marie Curie. Fundacja zajmuje się opieką paliatywną, a jej symbolem są charakterystyczne żonkile, które widać było w całym mieście.
Łukasz Szymanek zauważył, że to właśnie chęć pomagania, a nie wyścig, definiuje ten bieg.
Bardzo wielu ludzi biegnie. Chyba przede wszystkim są to osoby, które biegną charytatywnie, zbierając fundusze na określone akcje.Ci ludzie nie są wybornymi biegaczami; biegną lub idą, aby przejść, aby ukończyć, aby po prostu skończyć ten bieg i zebrać pieniądze w szczytnym celu. I to jest niesamowite! Nawet spiker przed startem mówił: „Słuchajcie, nieważny jest czas, ważne, żebyście ukończyli. Taki jest wasz cel"
- wspomina ursynowski biegacz.

Mimo zachwytu londyńską atmosferą, nasz rozmówca zapowiada koniec maratońskiej kariery. Z bieganiem się jednak nie żegna - teraz planuje skupić się na krótszych dystansach. Już niedługo będzie można go spotkać na starcie Biegu Ursynowa, który odbędzie się 20 czerwca.
Smutny bilans majówkowych imprez w Lesie Kabackim
Miasto wchłonęło masę Ukraińców i Vistulowiczów, a terenów zielonych-rekreacyjnych z dobrym dojazdem nie przybyło. Siły na zamiary... Warszawa nie pomieści wszystkich i nie zachowa normalności. Ale widać chcą nam zrobić Pekin
X
02:57, 2026-05-07
Majówka wandali. Zniszczony mostek w parku
Kiedy przed laty była ochrona w parku, to nie było żadnych dewastacji, a pijane bydło było stamtąd gonione. Odkąd ochrony nie ma, to regularnie o ciepłej porze roku mają miejsce dewastacje, wrzaski w środku nocy, bicie szkła. Dzwonienie po Policję, czy po Straż Miejską, nic nie daje, bo kiedy już zdecydują się w ogóle przyjechać, to nikogo już nie ma, ale są szkody. Chyba utrzymywanie nocnej ochrony w parku bardziej opłaciłoby się, niż naprawianie szkód wyrządzanych przez wandali.
Michał_Z
02:47, 2026-05-07
Strażak z Ursynowa: "Mundur nie chroni przed emocjami"
Ale kota z komory silnikowej samochodu na ulicy Wiolinowej musiałem wyciągnąć sam.Niemniej BRAWO AGATKA.------P.S.Kot ma się świetnie.
Kròtkie spodenki
02:47, 2026-05-07
Narkotykowy magazyn pod nosem sąsiadów. 18 kg marihuany
Pewnie adwokat albo sędzia. W palestrze lubią sobie przykirać i pojeździć mercedesem 230 na godzinę. Sędziowie zaś tradycyjnie pół litra i za kółko.
XD
19:29, 2026-05-06
0 0
Takich ludzi z Ursynowa jest więcej, jak i samej Warszawy czy Polski. Nie mam pojęcia po co ta auto-reklama, atencja ultra jednego osobnika.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu haloursynow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz