Zamknij
REKLAMA

"Ursynów miał być miastem przyszłości". Na początku na pewno nim nie był

10.01, 06.01.2023 Kamil Witek Aktualizacja: 21.19, 25.01.2023
REKLAMA

Właśnie mija 46. rocznica zasiedlenia pierwszych bloków na Ursynowie Północnym. Ursynów miał być miastem w mieście. Początki nie były jednak takie piękne. Opowiada o nich Mariusz Prządak - miłośnik i znawca historii Ursynowa, autor książki „Sekrety Ursynowa”.

Był 8 stycznia 1977 roku, gdy Wacław Oświt, betoniarz Kombinatu Warszawa Południe jako pierwszy odebrał klucze do swojego „M” przy ul. Puszczyka 5. Tę chwilę wspominamy jako symboliczny początek Ursynowa. Nowoczesnej dzielnicy budowanej od podstaw. Była to sztandarowa inwestycja epoki Edwarda Gierka. Ursynów miał być miastem przyszłości. Pozbawionym wad, do których dopuszczono przy projektowaniu na przykład Bródna. Władza miała ambicje. Spełnić miał je młody, ale doświadczony architekt Marek Budzyński. 

- Przyjechał z Danii, gdzie przez kilka lat odbywał praktyki projektowe. Przywiózł stamtąd świetne doświadczenie. Dania była wtedy liderem budownictwa społecznego w Europie - mówi Mariusz Prządak, przewodnik, autor książki "Sekrety Ursynowa".

Trudne początki

Świetne doświadczenie to jedno, peerelowskie realia drugie. Budowa potężnego osiedla Ursynów Północny to był istny chaos. Nawet kamień węgielny pod jego budowę położono pod innym blokiem niż pierwszy oddany do użytku! Z tą uroczystością wiąże się nawet historia, którą można odebrać jako zły omen.

- Oficjele przyjechali 25 października 1975 roku. Wysiadają z limuzyn i przez błoto idą do bloku nr 718. To jest dziś Wiolinowa 13. Tu ma być położony kamień węgielny pod budowę Ursynowa. Są już tam częściowo wylane fundamenty. Trzeba było podnieść płytę, posadzić na fundamentach i rozpoczynamy budowę Ursynowa - opowiada Mariusz Prządak. 

Nagle okazało się, że żuraw nie działa. Doszło do awarii prądu. Na szybko ściągnięto inny - spalinowy i samobieżny.

- Chyba się Lech” nazywał. „Lech” podjeżdża, podnosi płytę i umieszcza na fundamencie. W tym momencie - było mokro - ziemia się osuwa i cały dźwig z płytą ląduje w wykopie pod fundament - mówi przewodnik.

powyżej: robotnicy na budowie osiedla Ursynów. Foto: Grażyna Rutkowska (ze zbiorów NAC)

Im dalej w las, tym więcej problemów. Na przykład z oddawaniem bloków do użytku etapami. Chciano uniknąć sytuacji, w której nowi mieszkańcy żyją na jednym wielkim placu budowy. Udało się? Skądże! 

Żadnego zarządzania. Kilka przedsiębiorstw, które pracowały równolegle, działało samopas. Jedne dostarczały elementy dróg, drugie uzbrojenia, trzecie montowały bloki. Same płyty zjeżdżały z różnych miejsc i nie zawsze te, co potrzeba. Fabryka Domów puszczała na taśmę elementy, które szły im najłatwiej, bo nie trzeba było modelować linii produkcyjnej. W pewnym momencie dominowały płyty stropowe. Wyprodukowano ich więcej niż trzeba. Na resztę trzeba było czekać

- przytacza wspomnienia Marka Budzyńskiego Mariusz Prządak.

plan Ursynowa Płn., Natolina, Ursynowa Zach. - wg koncepcji architektów - źródło: "Stolica"

Projektant wspominał także o konferencjach prasowych z udziałem władz. Chwalono się tam kolejnymi oddanymi blokami na Ursynowie. Podawano dziennikarzom nawet ich dokładne adresy. Jak było naprawdę? Pod te bloki nie było jeszcze nawet fundamentów!

Oczekiwania kontra rzeczywistość

W końcu do nowych bloków zaczęli sprowadzać się pierwsi mieszkańcy. Co na nich czekało w ich własnych „M”? Oczywiście nie zapowiadane cuda i nowoczesność, a fuszerka i usterki. Mieszkania już na starcie nadawały się do generalnego remontu. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała oczekiwania, o czym można było przeczytać nawet w ówczesnych cenzurowanych przecież gazetach. 

- Na przykład w „Stolicy”, 1979 rok. Tam są genialne fragmenty. Starsza pani żaliła się: „gdybym miała czas, to w życiu bym tego mieszkania nie wzięła. Słychać pralki automatyczne chodzące późno w nocy, ktoś gdzieś się kąpie. Akustyka jest straszliwa. Woda ledwo leci z kranu, nie można odkręcić kurków” - przytacza Mariusz Prządak. 

powyżej: artykuły z Expressu Wieczornego z 10 stycznia 1977 r. (ze zbiorów ursynow.org.pl). Pierwsze artykuły o początkach Ursynowa miały zdecydowanie bardziej optymistyczny wydźwięk. 

Ktoś inny z kolei miał problem z przemakającą ścianą. Administracja przysłała hydraulika. Hydraulik polecił wysłać prośbę o zwołanie komisji. Komisja przyszła i stwierdziła, że ściana wilgotnieje od schnących na kaloryferze pieluch. Natomiast gdy brakowało wody, mieszkańcy chodzili do przedszkola z wiadrami, bo tam była. Jak wracali, to tylko trzymali kciuki, aby winda działała.

Ktoś napisał też list do „Trybuny Ludu”. Dostał mieszkanie na Ursynowie, ucieszył się, dostał klucze. Wchodzi i ogląda, a tam drzwi balkonowe, ale bez balkonu. Mieszkanie było na parterze. Zdziwił się, ale uznał, że ok. Pamiętał jednak, że na planie balkon był. Zaczął chodzić po administracjach i tak dalej, każdy umywał ręce. W końcu dostał prostą informację: balkon był, ale się urwał

 

- opowiada Mariusz Prządak. 

Gdzie ta galeria?

Nowi mieszkańcy mieli duży kłopot był z dojazdem z osiedla do centrum. Samochody zakopywały się w błocie. Komunikacja miejska nie istniała, a to właśnie na niej - w projektach - oparty był Ursynów Północny. A dokładniej na metrze. 

 - Metro było nieodłącznym elementem projektu. Ekipa Budzyńskiego projektując Ursynów, zakładała, że będzie już zbudowane. Wszystkie uliczki, alejki były zaprojektowane pod funkcjonujące metro! - zauważa Mariusz Prządak. 

Brakowało sklepów. Budzyński z ekipą zaplanowali ogromną "galerię handlową". Miała ciągnąć się od ul. Koncertowej wzdłuż wschodniej strony al. KEN. Na wysokości bloku przy ul. Wiolinowej 2a przechodziłaby pod ziemią na drugą stronę ulicy. Jej koniec miał się znajdować jeszcze za dzisiejszym metrem Stokłosy. 

Z planów tych wyszły... nici, a jedyną pozostałością po nich jest pawilon przy Pasażu Stokłosy 11.

Jak radzili sobie mieszkańcy, których liczba stale rosła? Jedynym sklepem w pobliżu był ten w „czerwoniaku” przy ul. Barwnej. Megasam natomiast został otwarty dopiero w 1980 roku.

Problem z brakiem sklepów rozwiązano, stawiając w 1978 roku kontenery w pobliżu dzisiejszego metra Ursynów. Tak ostatecznie wyglądała pierwsza ursynowska "galeria handlowa". Pierwszy sklep z prawdziwego zdarzenia - jeszcze w tym samym roku - otwarto w pawilonie przy ul. Koński Jar 6. 

- Generalnie to było centrum kulturalno-handlowe Ursynowa. Był spożywczak, był dom rodzinny - taki pierwszy dom kultury - były spotkania, prywatne imprezy, wesela. Ugoszczono tu także wycieczkę z Uzbekistanu oraz zorganizowano dyskotekę z okazji Dni Przyjaźni Polsko-Czechosłowackiej. Ponoć na tyłach tego sklepu zatrzymywały się furmanki z ziemniakami, warzywami, jajkami. Natomiast kiedy otwarto kilka sklepów obok Domu Sztuki, to ten został przekształcony w mięsny - mówi Mariusz Prządak. 

Do szkoły... autobusem na wieś

Pierwszą szkołą na Ursynowie była ta przy ul. Puszczyka. Jej budynek - jak na tamte czasy - był fenomenem. Otrzymał nawet w 1977 roku tytuł Mistera Warszawy - nagrodę architektoniczną nadawaną przez dziennik „Życie Warszawy”.

Projekt budynku jest niezwykły, bardzo rozłożysty. Forum w środku - centrum szkoły, jest przeszklone. W ogóle szkoła jest pełna naturalnego światła. Od forum rozchodzą się korytarze, które także są doświetlone świetlikami. Klasy są kwadratowe, żeby nauczyciel miał lepszy kontakt z uczniem. Projektowane były także przesuwane ścianki, aby móc powiększać i zmniejszać sale.

Zaprojektowano także specjalne pracownie techniczne oraz „sale” na świeżym powietrzu. Świetlice, sale gimnastyczne, biblioteki mają niezależne wyjścia na osiedle - założenie było takie, że szkoła jest również centrum kultury i rekreacji dla całego osiedla

- opowiada przewodnik.

Wszystko nowocześnie i pomysłowo. Jednak założenie, że szkoła będzie także centrum kulturalno-rekreacyjnym spaliło na panewce. Powodem była liczba szkół - powstało ich za mało. Uczniowie się z nich wręcz wysypywali i nie było już czasu na realizację ambitnych pomysłów. 

- W „Życiu Warszawy” w 1982 roku pojawił się artykuł „Trudno być uczniem na Ursynowie”. Tam też napisano, że trzeba szukać dodatkowych sal. W klubie Akcept, gdzie wieczorami odbywały się dyskoteki, pełnił funkcję sal lekcyjnych. Pralnia na Zamiany też. Lekcje zaczynały się o 7:30 i były skrócone do 30 minut. Tak samo skrócone były przerwy, żeby „obrobić” jak najwięcej dzieciaków, a i tak nie dawano rady. Na przystankach pojawiały się gimbusy, które rozwoziły dzieciaki do innych dzielnicy, a czasami nawet poza Warszawę, na wieś - przytacza autor „Sekretów Ursynowa”. 

O tych wszystkich mankamentach Mariusz Prządak opowiadał podczas jednej z wycieczek po Ursynowie. Te historie doskonale pokazują, że początki naszej dzielnicy były dla jej mieszkańców drogą przez mękę. Miało być nowoczesne miasto przyszłości, a była typowa dla tamtych czasów fuszerka i rozwiązania awaryjne.

(Kamil Witek)
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (10)

Ursynów niedługo będUrsynów niedługo będ

23 34

Jeśli przyszłością miast jest plaga narkomanii i kult muzyki z patologicznych przedmieść amerykańskich, to Ursynów jest na najlepszej drodze by niedługo zostać "miastem przyszłości". 10:18, 06.01.2023

Odpowiedzi:4
Odpowiedz

AnoAno

6 7

Ach, cóż to za wspaniała laurka dla naszej policji z Janowskiego;) 14:51, 06.01.2023


CHBCHB

23 13

"Kult muzyki z patologicznych przedmieść amerykańskich" - brak elementarnej wiedzy historycznej o Ursynowie wręcz bije po oczach. Rekomenduję powrót do swojej dzielnicy, miasta, wsi. 19:47, 06.01.2023


CCHB - polecam WikipCCHB - polecam Wikip

10 17

do CHB: polecam Wikipedię: "Hip-hop powstał w 1970 w Nowym Jorku w kulturze afroamerykańskiej młodzieży zamieszkałej w Bronksie". 20:08, 06.01.2023


CHBCHB

12 3

3x tak dla czerpania wiedzy z internetu, brawo! 18:49, 07.01.2023


Mieszkaniec UrsynowaMieszkaniec Ursynowa

13 0

Fajne fakty,nasza sąsiedzka ursynowska historia,prosimy redakcję o więcej tego typu artykułów.
12:14, 06.01.2023

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

mestimesti

19 8

Budzyński jest tez projektantem gmachu Sadu Najwyższego przy placu Krasińskich. W mojej ocenie, ten skrajnie brzydki krzykliwy, nieestetyczny, pokraczny budynek zmiażdżył, dosłownie: zmiażdżył, otoczenie. Nie wpisuje się zabytkowy plac Krasińskich, katedrę i pałac Krasińskich. Zniszczył otoczenie swoją paskudną, plamistą, ociekającą po fasadzie zielenią , przysłonił i zdominował jeden z najpiękniejszych i najważniejszych pomników w Warszawie - pomnik Powstania Warszawskiego. 15:05, 06.01.2023

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

wszędzie blisko wszędzie blisko

14 9

Czyli planowano takie jakby miasto 15-minutowe. Tam gdzie potrzebujemy (sklep, apteka, szkoła) dochodzimy w 15 minut pieszo. Ta idea teraz wraca. Miasto 15 minutowe pieszo lub rowerem plus dojazd do centrum komunikacją to ograniczenie ilości samochodów i ekologia. 19:08, 06.01.2023

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

niewniew

0 2

Przestań manipulować. Do centrum nie dojedziesz żadną komunikacją - nawet metrem - w 15 minut. I to koniec twojej komunistycznej wizji o mieście 15 minutowym. 11:24, 18.01.2023


MBPMBP

9 8

Na Ursynów najbardziej narzekano w latach 80-tych, tuż po stanie wojennym, gdy osiedle nie było gotowym założeniem architektonicznym. Krytykowano na zasadzie: co za Gierka - to złe. Prym wiodła w tym pani red. Małgorzata Deszkiewicz z "Kuriera Warszawskiego". Krytykowała wszystko, od braku szkół, po brak sklepów i wszechobecne błoto. W drugiej połowie lat 80-tych narzekania ustały, ponieważ pieniędzmi na budowę kolejnych bloków sypnęły resorty - o czym zapominają tzw. przewodnicy ursynowscy były to głównie MSW, wojsko, UB i w mniejszej części ZNP. Dla tego Ursynów początku lat 90 tych posiada nadreprezentacje rodzin milicyjnych, UBeckich i wojskowych, często przyjezdnych, co łatwo było zauważyć, gdyż dzieci z tych rodzin porozumiewały się gwarą regionalną, a krzykliwe matki wykłócały się z personelem Megasamu -tak jak robiły to u siebie wcześniej. 20:06, 06.01.2023

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%