Potrafią bezbłędnie namierzyć „otwarty bufet” w śmietniku, a w zatłoczonych parkach przechodzą na tryb nocny, by unikać ludzi. Dziki to nie agresywni najeźdźcy, ale mistrzowie adaptacji, którzy jedynie korzystają z niszy, którą sami im stworzyliśmy – przekonuje prof. Dagny Krauze-Gryz z SGGW. Ekspertka ostrzega przed zgubnym „bambinizmem” i wyjaśnia, dlaczego dokarmianie „biednych dziczków” to najkrótsza droga do niebezpiecznego konfliktu w środku miasta.